Prognoza pogody na długi weekend. Część 1. – Słoneczko

Na krótko przed zdemolowaniem hiszpańskiej Wielkiej Armady, które otworzyło Anglosasom furtkę możliwości zbudowania swojego imperium, które przez kilka następnych wieków trzymało niemal cały świat za mordę, konkwistadorzy hiszpańscy byli zbyt zajęci łupieniem państwa Inków, by zauważyć, że pod ich nosem wyrasta nowy morski konkurent. Z kolei opływający w nieprzebrane ilości żółtego metalu Inkowie kompletnie nie byli w stanie pojąć, co takiego powodowało europejskimi najeźdźcami, którzy byli w stanie dopuścić się każdych bezeceństw, byle tylko napchać swoje sakwy inkaskimi łzami słońca. Pół tysiąca lat później, Autsajder kompletnie nie jest w stanie pojąć, co takiego powoduje business-insiderami, którzy są zbyt zajęci uleganiem papierowym sztuczkom iluzjonistycznym Anglosasów, nie zauważając przy tym zimnej twardej metalowej rozgrywki, która rozgrywa się przed czubkami ich nosów.

Zanim jednak omówimy prognozę pogody na długi weekend, wdajmy się w niekończące się autsajderowe dygresje. Krótko po przyznaniu Nagrody Nobla z dziedziny ekonomii w roku 1997 dwóm geniuszom za „stworzenie nowych metod wyznaczania wartości derywatów” , implodował z hukiem prowadzony przez owych geniuszy derywatowy hedgefund, co zmusiło bankowców z Wall Street do zorganizowania pośpiesznego bailoutu noblistów, tak ażeby powstały krater nie wessał przypadkiem pozostałych anglosaskich finansistów. Mając jednak w świadomości, jakie to przewały we wcześniejszych latach zostały odwalone, z banksterskiej solidarności wyłamali się chłopaki z Bear Stearns, którzy, wypinając się na swoich kolegów, postanowili wykorzystać to zamieszanie zajmując długie pozycje na metalach szlachetnych, spodziewając się (całkiem słusznie zresztą), iż niebawem cały ten papierowy cyrk legnie w gruzach pod ciężarem swoich matactw. Dość wspomnieć, iż w całym tym zamieszaniu związanym z implozją LTCM odparowała znaczna część włoskiego żółtego metalu, którym pan Draghi chciał się posłużyć, by podreperować statystyki włoskiego budżetu, dzięki czemu słoneczną Italię można było wplątać w projekt wspólnej waluty, do przystąpienia której w ogóle się nie kwalifikowała. Całe to zamieszanie na rynku żółtego metalu rychło doprowadziło do runu na LBMA, tak iż nawet sam ówczesny premier Wielkiej Brytanii zmuszony był rzucić na rynek kilkaset ton metalu z państwowego skarbca, by przypadkiem jego niedobór nie doprowadził do implozji Goldmana*, który, wraz z innymi derywatowymi graczami, poległby na swoich przegranych papierowych zakładach. Sprzedaż żółtego metalu „na dołku” rychło została okrzyknięta przez business-insiderów historycznym blamażem, którzy kompletnie nie zdawali sobie sprawy z faktu, iż tym posunięciem pan Brown uratował cały świat anglosaskiej papierowej finansjery. Nie chcąc jednak informować publiczności, jakie faktycznie przesłanki stały za tym posunięciem, wnet zaczęto tłumaczyć, że chodzi tu o nic innego, jak tylko o jakąś tam niby dywersyfikację rezerw walutowych w czasach narodzin eurowaluty. Nawiasem mówiąc, wspólna waluta od samego początku nie cieszyła się zbytnim zainteresowaniem światowych inwestorów, tak iż po utracie 15% swej wartości w pierwszych miesiącach jej istnienia, banki centralne eurostrefy, podpisawszy wspólnie porozumienie CBGA, solidarnie zmuszone zostały do interwencji w postaci wyprzedaży części europejskiego żółtego metalu, tak ażeby wspólna waluta nie ześlizgnęła się przypadkiem do piekielnych czeluści.

Tymczasem, u progu nowego tysiąclecia, Talibowie zaprowadzają reformy w afgańskim sektorze rolniczym, chwilę później Nowy 2000 Rok zostaje hucznie przywitany implozją dotconów, tak iż naprędce trzeba zacząć szkolić saudyjskich pilotów, którzy, pomimo problemów ze sterowaniem jednosilniczkowych samolocików, uzbrojeni w nożyki do cięcia kartonów terroryzują załogi United Airlines i zasiadają za sterami boeingów, którymi uderzają w dwa nowojorskie wieżowce, z których trzy rozsypują się niczym babki z piasku, grzebiąc w zgliszczach setki ton metali zdeponowanych w największym prywatnym banku świata i warte grube miliardy obligacje na okaziciela, których emisja przed dziesięciu laty posłużyła sfinansowaniu przejęcia postsowieckich aktywów, a których to termin wykupu przypadał na dzień 12 września 2001 roku. Mniejsza o to. Do Imperium Wolności zawitała recesja, budżet federalny zaczyna notować deficyt, więc trzeba znaleźć frajera, który go sfinansuje. Tym sposobem, z końcem 2001 roku, chiński reżim zostaje wprzęgnięty w tryby WTO, po czym uzyskuje od US permanentny status tzw. kraju największego uprzywilejowania, co poszerza udogodnienia handlowe, dzięki czemu US mogą na potęgę eksportować papiery UST o świetlanym ratingu AAA w zamian za import tzw. chińskiej tandety, która znajduje swoich amatorów w Imperium Wolności. Tym oto sposobem, startując z pułapu 60mld$, chiński reżim zaczyna gromadzić papierowe bogactwo, które w ciągu następnej dekady powiększy się o kolejnych kilka bln$. Należy przy tym zaznaczyć, że kraje eksportujące (czy to energetyki, czy tzw. niemiecką bądź japońską tandetę) zawsze odnosiły się z rezerwą do łatwopalnych rezerw walutowych i w rozliczeniach transakcji międzynarodowych, których nie uwzględniały oficjalne statystyki, korzystano nadal z obrotu metalem, gdyż eksporterzy gromadzący nadwyżki w swojej upartości nigdy do końca nie nauczyli się pokładać pełnej ufności w anglosaskich, czy europejskich świstkach papieru. Z kolei w tym samym czasie, kiedy z zachodnich skarbców zaczyna ubywać metalu celem pokrycia zakupów importowanej tandety, czy energetyków, papierowa tzw. „cena złota” pnie się w górę, tak jak gdyby jakiś tajemniczy skośnooki gracz nic sobie z tego cyrku nie robił, tylko skupował papierowe kontrakty i to tym szybciej, im silniej przez maestro Greenspana pompowana była kolejna bańka, tym razem na rynku nieruchomości.

Nadchodzi rok 2006, ceny nieruchomości w US rosną sobie jak na drożdżach i kiedy żaden frajer nie dostrzega zbliżającej się katastrofy, łebscy planiści w D.C. na wszelki wypadek już wydają rozporządzenie, które w imię tzw. „bezpieczeństwa narodowego” zwalnia publiczne spółki z konieczności udzielania wglądu w księgi rozrachunkowe. Tym oto sposobem, banki TBTF zwolnione zostały z obowiązku raportowania swoich rzeczywistych pozycji finansowych, dzięki czemu majstrowana przez bankowców wespół z hedgefundumi maszyneria transakcji swapowych trzymających w kupie cały kompleks UST przez następne lata nie będzie się zbytnio rzucać business-insiderom w oczy. Nie uchodzi to jednak uwadze skośnookim finansistom, którzy już od jakiegoś czasu zaczynają baczniej przyglądać się raportom o kryminalnych poczynaniach na rynku mieszkaniowym US, przekrętach w systemie elektronicznych rejestracji hipotek MERS, przelewarowaniu banków papierami hipotecznymi o świetlanym ratingu AAA, pokręconych mechanizmach przepływów pieniężnych w syntetycznych produktach strukturyzowanych CDO, CDO², etc., tak iż decydują się w końcu zdywersyfikować troszeczkę swoje papierowe bogactwo urządzając masowy dumping papierów Fannie Mae, czym delikatnie podkopują fundamenty rynku mieszkaniowego i niechcący przyspieszają „spowolnienie” gospodarki US. Latem 2007 roku sypie się rynek papierów komercyjnych i obligacji hipotecznych o świetlanym ratingu AAA, co przyprawia o przyspieszone bicie serca zarządców banków too-small-to-be-too-big-to-fail. Przed nastaniem wiosny 2008 roku, nieuchronny palec dziejowy wskazuje na krnąbrny bank, który przed dziesięciu laty nie chciał udzielić wsparcia innym przy ratowaniu noblistów, tak iż marcem zostaje on rzucony na pożarcie, czy, jak to się elegancko mówi, dokapitalizowanie JP Morguen, który przy okazji przejmuje całą książeczkę derywatów metali szlachetnych nieszczęśnika. Tymczasem, w chwili kiedy anglosascy bankowcy pożerają się nawzajem, skośnoocy finansiści, czy jak kto woli tzw. „chińskie ciotki” (chiń. 中国大妈), urządzają dumping gromadzonych przez lata papierowych kontraktów na barbarzyński relikt, biorąc w posiadanie sam metal, niemalże wydzierając go z pyska papierowych finansistów z Wall Street (chiń. 华尔街).

9125000baccc5706c788

Ze względu na powstałą w ten sposób nadpodaż papieru, papierowa „cena żółtego metalu” naturalnie leci w dół, które to zjawisko już od lat zwane jest przez business-insiderów tzw. „szukaniem płynności” . Tymczasem, z końcem lata 2008 roku, 6 września Jamie Dimon jedzie na krótki weekend do D.C. na rozmowę z Sekretarzem Skarbu US i już w następny wtorek ni stąd ni zowąd przypomina sobie, że chłopaki z Lehmana powinni wnieść 8,2mld$ jako dodatkowe zabezpieczenie transakcji, którego domem clearingowym był nie kto inny, jak właśnie JP Morguen. W ciepły słoneczny weekend 13/14 września po raz ostatni zbiera się zarząd Lehmana, który naprędce robi rachunek sumienia bijąc się w pierś za grzechy obstawiania swoich zakładów na niekorzyść zielonej waluty wbrew interesom Sekretarza Skarbu US i podejmuje decyzję o zwinięciu całego tego wątpliwego interesu. Następne dni upływają już na skórowaniu AIG i pośpiesznemu szkicowaniu planu dokapitalizowania papierowych finansistów pieniążkami posłusznych obywateli. Tym sposobem, począwszy od bilionowych programów pomocowych dla Wall Street, rozpoczyna się post-lehmanowska era największego w dziejach transferu papierowego bogactwa z Main Street do tzw. „1%” , zwana dla niepoznaki epoką stymulowania gospodarek ZIRP/QE, które w następnych latach pozwalają na rozkręcenie inżynierii finansowej aż do granic absurdu.

W międzyczasie natomiast, papierowa „cena złota” zaczyna szybować sobie dalej, gdyż wciąż znajdują się chętni tajemniczy skośnoocy gracze z dostatecznie głębokimi kieszeniami, którzy są w stanie chłonąć papierowe kontrakty, niczym gąbka. Niebawem nastaje rok 2012, gazownicy z Kremla uruchamiają europejską przepompownię gazu, inkasując przy tym należności liczone w europejskiej walucie, które to kolorowe świstki złowrogi Putin starym zwyczajem natychmiast wymienia na europejski metal, którego cenę anglosascy bankowcy bezustannie tłamszą już od dziesięcioleci. W tym samym czasie, zatroskani kryzysem europejskiego długu Europejczycy, obserwując odpływ kruszców z ich skarbców, umawiają się ze złowrogim Putinem na lepszy układ: „Drogi Włodku, zróbmy taki deal: my będziemy płacić ci za twój gaz w euro, a ty wymień sobie te świstki na dolary i za nie kupuj metal u Anglosasów w Londynie i w Nowym Jorku. My zaoszczędzimy metal, kurs euro co prawda poleci, ale powiemy business-insiderom, że to niby przez kryzys w strefie euro. Niemniej dzięki temu zabiegowi będziemy bardziej konkurencyjni na światowych rynkach. Ty nic nie tracisz, a my efektywnie ratujemy się na kilku frontach na raz.” – na co złowrogi Putin tylko wzruszył ramionami i kiwnął siwą głową. Tymczasem nadciąga zima, pan Xi mocą niebios został wybrany na chińskiego cesarza i zaraz złowrogi Putin chwyta za telefon, by złożyć Chińczykowi życzenia z tejże okazji, po czym na koniec krótkiej pogawędki na tematy gospodarczo-handlowe dodał: „Dołącz do nas! My już od dawna tak ich rozgrywamy! Ubaw po pachy!” .

Tym oto sposobem, złowrogi Putin przez lata drenował Zachód przyjmując należności za energetyki WYŁĄCZNIE w metalu, po sztucznie zaniżonej cenie, gdzie papierowa waluta służyła WYŁĄCZNIE jako pomoc rozliczeniowa przy przeprowadzaniu transakcji. Kiedy zaś chińskie dolarowe rezerwy walutowe od 2013 roku przestały przyrastać po raz pierwszy od 2001 roku, to Zachód nawet nie zorientował się co to rzeczywiście oznacza, że oto chiński reżim zaczyna rozliczać się za eksportowaną tzw. chińską tandetę na takich samych zasadach, jak złowrogi Putin za swoje energetyki, co w istocie było częścią szeroko zakrojonego planu na odciągnięcie Europy z dolarowej strefy wpływów, jak również stanowiło początek końca hegemonii petrodolara i jego zakapiorów. Próbując przeciwdziałać rozwojowi wypadków, Grupa Trzymająca Władzę z początkiem 2014 roku zdobyła się jedynie na rozkręcenie kolorowej rewolucji, czy jak tam kto woli, majdanu, obłożenie złowrogiego Putina sankcjami, mając przy tym nadzieje na uwikłanie Imperium Zła w bezsensowną wojnę, która dodatkowo zrujnuje mu gospodarkę. Nie trwało jednak długo, nim złowrogi Putin przypieczętował przyjaźń z chińskim cesarzem wieloletnim kontraktem na dostawę energetyków, zwanym przez wielu „Świętym Graalem” obustronnych relacji, wartym grube miliardy dolarów. Ma się przy tym rozumieć, że wspomniane „miliardy dolarów” , to tylko frazeologia używana do obrazowego ujęcia skali kontraktu. W rzeczywistości bowiem cały handel między chińskim reżimem a Imperium Zła rozliczany jest z metalu: złowrogi Putin kupuje tzw. chińską tandetę płacąc za nią metalem, podobnież chiński cesarz kupuje syberyjskie energetyki płacąc również najtwardszą z walut.

Natomiast od czasu, kiedy chiński reżim zaczął gromadzić żółty metal, stratedzy z D.C. coraz baczniej zaczęli przyglądać się sile nabywczej chińskich oszczędności, a mianowicie w ich tęgich głowach zaczynało pobrzmiewać strategiczne pytanie: ile baryłek czarnej mazi jest w stanie kupić Chińczyk za uncję swoich oszczędności? Mając to na uwadze, nietrudno się domyślić, że w żywotnym interesie planistów z D.C. stoi zatem konieczność utrzymywania relacji złoto/czarne złoto na jak najniższym poziomie, który to stosunek przez lata utrzymywał się we względnie niskim przedziale wartości 10-20, co świadczyło o względnie stabilnej pozycji systemu petrodolara. Krótko mówiąc, aby ograniczyć Chińczykowi dostęp do taniej energii napędzającej jego gospodarkę, trzeba robić wszystko, ażeby „cenę żółtego metalu” utrzymywać na sztucznie niskim poziomie ograniczając tym siłę nabywczą chińskich oszczędności, a dodatkowo organizować pokojowe interwencje militarne w roponośnych zakątkach świata, które cenę czarnej mazi mogłyby wywindować pod niebiosa. Z czasem jednak, system petrodolara erodował, na co wskazywała rosnąca wartość relacji złoto/czarne złoto, co stało się szczególnie widoczne w czasie dokonywania pierwszego chińsko-saudyjskiego swapu metal-za-energetyki, który z początkiem roku 2016 zainaugurował erę petrojuana, nie wspominając o niedawnym zawarciu rosyjsko-saudyjskiego „nieporozumienia” , które systemowi petrodolara zadało śmiertelny cios.

gor

Warto w tym miejscu zaznaczyć, iż Chińczyk już wiosną 2016 roku miał w planach  oznajmienie światu swoich zamiarów dotyczących powrotu do standardu żółtego metalu poprzez intronizację złotego juana. Te pomysły zostały jednak podówczas wybite Chińczykowi z głowy przez neoconów z D.C., którzy zagrozili, iż taka deklaracja puszczona w świat będzie jednoznaczna z aktem wypowiedzenia wojny. Tym samym, cierpliwy Chińczyk, któremu nie jest potrzebna żadna dodatkowa zawierucha, wycofał się tymczasowo z tego pomysłu na z góry upatrzone pozycje i dalej kontynuował swoją grę w chińczyka z partnerami handlowymi, wykorzystując czas grający na jego korzyść na dalsze umiędzynarodowienie swojej waluty. Jeśli z kolei któryś z kontrahentów miałby wątpliwości w kwestii akceptacji chińskiej waluty, zawsze może sobie wymienić owe czerwone świstki na żółty metal na szanghajskiej giełdzie, która akceptuje w płatnościach WYŁĄCZNIE juany, podobnie zresztą jak inne chińskie giełdy towarowe, co tylko poświadcza fakt, iż chińska polityka monetarna na dobre uniezależniła się od poczynań FEDu i nie jest już zdana na widzimisię anglosaskich bankowców.

Podobnież Imperium Zła, które od lat nie posiada żadnego zagranicznego długu w ujęciu netto, w 2018 roku wyzbywa się zielonych rezerw walutowych o świetlanym ratingu AAA, przy czym nie byłoby precyzyjnym użycie tutaj słowa „dumping” . W istocie bowiem, złowrogi Putin dokonuje podobnej machinacji jak skośnoocy kupujący nieruchomości na Zachodnim Wybrzeżu: bierze pożyczkę od anglosaskich bankowców pod zastaw najdoskonalszego zabezpieczenia w postaci papierów UST, których bankowcy, ze względu na ich świetlany rating AAA, nie mają prawa odmówić ich przyjęcia, po czym z pożyczonymi pieniążkami idzie na metalowe zakupy. Cała ta zabawa będzie kontynuowana dopóty, dopóki z anglosaskich skarbców nie zniknie cały metal, który azjatyccy szachiści mogliby jeszcze bezkarnie wywieźć na Wschód. Kiedy z kolei w US i UK skończy się już metal, wcale nie musi to doprowadzić do chaosu w międzynarodowym handlu spowodowanego zapaścią USD i GBP; przeciwnie, Europejczycy posiadający swoje szczątkowe rezerwy żółtego metalu gotowi są na oficjalne przejście na nowy system rozliczeń, tak aby import tzw. chińskiej tandety, czy energetyków z rejonu Zatoki, przebiegał dalej bez zakłóceń. No ale jak to? Wszak czy ECB nie jest w takim samym położeniu jak FED, dodatkowo trzymając wszystkich za mordę? Co prawda, wraz z początkiem istnienia wspólnej waluty, banki centralne eurostrefy zobowiązały się solidarnie do koordynowania działań na polu dumpingu żółtego metalu, jednak niedługo po lekturze jednego z bardziej poczytnych blogowych wpisów, po dwóch dekadach obowiązywania umowy doszły one do wniosku, że czas skończyć z tymi archaicznymi ograniczeniami, tak iż od września 2019 roku europejskie banki centralne mają pełną swobodę w obrocie żółtym metalem, który wedle uznania mogą sobie kupować za swoje rezerwy walutowe.

W międzyczasie bańka papierowych finansistów pęczniała sobie dalej bez opamiętania, pompowana buybackami, dumpingiem VIX options, komputerowymi algorytmami, etc., etc., etc., pomimo fundamentalnej płytkości rynku, a przede wszystkim w całkowitym oderwaniu od realiów świata tzw. szarego człowieka. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę pan Trump zanim jeszcze został wybrany na urząd prezydenta, nazywając tę iluzoryczną rzeczywistość „wielką, tłustą, obrzydliwą banią” i zaznaczmy, że nie miał wtedy na myśli swojej rozmówczyni, z którą wówczas debatował. W pełni rozumiał on również problemy i kruchość systemu dolarowego, i miał pełną świadomość, że era zielonej waluty musi się zakończyć wraz z demontażem imperium i rozparcelowaniem Grupy Trzymającej Władzę, do którego to zadania został powołany obejmując prezydencki urząd. Tym samym, o ile przeprowadzając swój kraj przez trudny okres transformacji do post-dolarowego świata pan Trump miał szanse stać się największym prezydentem w historii US, to przez swoje wypaczone wizje, chybione decyzje i zgubne posunięcia zostanie najprawdopodobniej zapamiętany jako nieszczęsny megaloman, który doprowadził swój ukochany kraj do katastrofy. Mniejsza o to. Zbite figury nie wracają już na szachownicę, a nieubłagane reguły gry wymuszają powolne kierowanie się białego króla w narożne pole, z którego nie ma ucieczki przed samomatem. Tak oto, straciwszy cierpliwość do administracji Białego Domu, z którą najwyraźniej nie da się współpracować w cywilizowany sposób, reszta świata wykonuje swój ruch i z końcem lutego 2020 roku rozpoczyna likwidację dolarowych aktywów, pragnąc zakończyć tę ponurą epokę kolorowych imaginacji. W tym całym zamieszaniu nie pozostają bierni kaszlący i gorączkujący Azjaci, którzy, uzbierawszy odpowiednio sporą kupkę papierowych kontraktów na barbarzyński relikt, przeprowadzają ich zmasowany dumping, wchodząc tym samym w posiadanie metalu, tak iż business-insiderzy ponownie obserwują zjawisko spadku tzw. „ceny złota” , niezmiennie interpretowanego jako tzw. „szukanie płynności” . Żarty żartami, jednak do śmiechu wcale nie jest bankowcom Credit Suisse (por. prognoza nr 16), którzy proszą swoich klientów o pozostawienie metalu w świętym spokoju, czy podlinkowanego w swoim czasie na blogu holenderskiego banku ABN Amro, który po latach handlowania papierowymi kontraktami bez pokrycia, siłą wymawia swoim klientom umowy umożliwiające handel metalem. Ma się przy tym rozumieć, że całkowicie bez związku z tym pozostaje fakt, iż kustoszem tego efemerycznego metalu, do którego dostęp obiecywał swoim klientom ABN Amro, był nie kto inny jak niemniej godny zaufania szwajcarski bank, bohater autsajderowej prognozy nr 25, który widocznie sam ma problemy, by doszukać się w swoich skarbcach metalu, który najwyraźniej gdzieś się zapodział po nalocie anglosaskich stróżów prawa. Nerwową sytuację nieco uspokaja spanikowany Scotiabank, który zapewnia wszystkich klientów, że nie ma mowy o żadnych niedoborach metalu, a ów jedynie grzecznie sobie leży „tam, gdzie jest zupełnie niepotrzebny (czyli w Azji i Afryce)” . Potrzebny jest on natomiast na gwałt anglosaskim bankowcom ze Wschodniego Wybrzeża i londyńskiego City, którzy zaczynają dostrzegać braki dostępności produktu oferowanego w ramach COMEXowych kontraktów bez pokrycia. Tym sposobem naprędce zmienione zostają reguły gry, dzięki czemu nowo oferowane kontrakty bez pokrycia uzyskują zabezpieczenie w porcjach metalu przewidzianych przez LBMA, które same w sobie stanowią zabezpieczenie kontraktów bez pokrycia przypisanych do elektronicznych kont frajerów posiadających udziały w kolorowych ETFach. Jednakże od samego mieszania herbata słodsza się nie robi, tym bardziej, że ni stąd ni zowąd szwajcarskie rafinerie żółtego metalu „tymczasowo” zawieszają swoją działalność (czego, nawiasem mówiąc, nie robiły nawet w czasie wojennej zawieruchy, kiedy to miały pełne ręce roboty) i wstrzymują dostawy do londyńskiego City, podobnie zresztą jak największa na globie południowoafrykańska rafineria Rand, której działalność również została ukrócona z powodu panoszącego się po świecie chińskiego mikroba.

Tym sposobem, owa papierowa gra w Piotrusia będzie toczyć się dopóty, dopóki z londyńskiego skarbca nie rozejdzie się po kościach cały, zarówno alokowany, jak i niealokowany metal, i nie będzie już komu wciskać papierowych Piotrusiów do ręki. Kiedy z kolei w Londyńskich magazynach zabraknie żółtych połyskujących cegiełek i klienci banków bulionowych powiadomieni zostaną o zmianie sposobu realizacji kontraktów na system gotówkowy, wtedy zimna twarda metalowa rzeczywistość z całą mocą uderzy w przepełnione iluzorycznymi wyobrażeniami bańki business-insiderów, niczym siekiera Rodiona Raskolnikowa trafiająca w potylicę nieszczęsnej lichwiarki Alony Iwanownej, kończąc ten papierowy cyrk i rozpoczynając handel, gdzie o cenie metalu w końcu decydować zaczną prawa popytu i podaży rzeczywistego surowca.

 

I pytanie na zakończenie:

„Czy patrzysz uważnie? Przypatrz się bliżej… Będą cię błagać, będą ci kadzić, byś zdradził tajemnicę, ale kiedy tylko to zrobisz, będziesz dla nich niczym. Rozumiesz? Niczym. Tą samą sztuczką nie zaimponujesz już wtedy nikomu.”

– The Prestige (2006)

 

* – Na dzień dzisiejszy Goldman Sucks (pacjent nr 19) za sprawą swojej książeczki derywatów jest wielokrotnie bardziej przelewarowany, niż jego koledzy, a ponadto koszty ubezpieczania długu Goldmana przewyższają obecnie nawet Deutsche, którego niektóre korpoobligacje wyceniane są nawet niżej, niż nieszczęsnych łupkowców z US.

 

Czytaj więcej:

https://www.bloomberg.com/news/articles/2006-06-04/the-spy-chiefs-new-financial-power

http://africa.chinadaily.com.cn/weekly/2013-11/29/content_17141047.htm

https://www.reuters.com/article/us-ukraine-crisis-russia-insight/putin-looks-to-asia-as-west-threatens-to-isolate-russia-idUSBREA2K07S20140321

www.globalresearch.ca/wall-street-s-9-11-did-lehman-brothers-fall-or-was-it-pushed/15103

https://papers.ssrn.com/sol3/papers.cfm?abstract_id=3534847

https://www.chinadaily.com.cn/a/202003/19/WS5e736f27a3101282172808b4.html

https://www.ft.com/content/cc62942e-644f-11ea-a6cd-df28cc3c6a68

https://www.marketwatch.com/story/there-is-no-gold-bullion-dealers-sell-out-in-panic-buying-2020-03-25

https://www.bloombergquint.com/markets/scramble-for-gold-sends-new-york-premium-to-a-four-decade-high

https://www.dailymail.co.uk/news/article-8153433/Coin-dealers-report-huge-increase-people-buying-bullion-coronavirus-pandemic.html

https://www.zerohedge.com/markets/theres-no-gold-comex-report-exposes-conditions-driving-physical-supply-problems

maalamalama.com/wordpress/comex-physical-gold-supply-problems-/28/03/skwealthacademy

113 myśli na temat “Prognoza pogody na długi weekend. Część 1. – Słoneczko

  1. Drogi Autsajderze,
    Mam pewne pytanie dotyczące art. „Mirra, kadzidło i gold futures”.

    Załóżmy, że banki centralne skupiły gigantyczną ilość junk bondów, które z powodu otoczenia gospodarczego, niegospodarności, głupoty, marnotrawstwa itp. itd. stały się wszystkie default, dlaczego efektem miałoby być:
    „To może w takim wypadku niech odpisy dotyczą jedynie aktywów FEDu. Efekt? Bank centralny bez narzędzi, z pomocą których implementuje politykę monetarną, traci całkowicie kontrolę nad walutą, co rychło zamieni się w Weimar roku 1923, a krótkoterminowe stopy procentowe znajdą się Bóg wie na jakim poziomie.”

    Banki centralne odkupiły te aktywa po koszcie 0 za pieniądze z powietrza, wierzyciel dostał za nie świeżo wydrukowaną gotówkę (dla dłużnika nic się nie zmienia poza niską rentownością jego śmieci) i ja uważam, że to jest ten jedyny moment oszustwa – rozwadnianie pieniądza. W przypadku upadku tejże firmy papiery dłużne na koncie FEDu/EBC/whatever po prostu anihilują albo będą sobie wisiały do nieskończoności w księgach, tyle że nie będą płaciły odsetek i dzień wykupu nigdy nie nadejdzie. To wszystko bez większego już wpływu na politykę monetarną.
    Zupełnie inna sprawa co wtedy ludzie będą o tym sądzili i wpływ na system jako całości, bo hiperinflacja to przede wszystkim brak zaufania do pieniądza fiducjarnego, a umorzenie długów, od którego przecież obecny pieniądz czerpie wartość, oznaczałaby, że wartość pieniądza zaczęłaby dążyć do zera.

    Nie jestem pewien czy nie robię tu jakiegoś skrótu myślowego, nie siedzę w tym od bardzo dawna. Będę wdzięczny o wytłumaczenie/doprecyzowanie od starszego i mądrzejszego. Zdaje sobie sprawę, że „nie ma darmowych lanczy”, a banki centralne nie są Świętym Mikołajem. Ale czemu banki centralne będą dążyły do posiadania wartościowych aktywów, żeby pokryć te zobowiązania bilansowe? Nie można tego wykasować w cholerę i zapomnieć, a złotem obecnym w swoich lochach stworzyć podwaliny nowego systemu monetarnego?

    1. Jeśli byłeś nieroztropny i przez przypadek podałeś swoje dane to nie ma się co dziwić że złota mieć nie będziesz. W tamtych czasach (USA)byli tacy co oddawali i tacy co cicho siedzieli na kruszcu.

      Inna sprawa to złota nie kupujesz od razu jak worka ziemniaków, tak że nie jesteś w stanie tego udźwignąć. Systematyczne skupowanie z rynku o ile jest dostępne. Promocja cenowa skończyła się w 2018.

      1. Dzisiaj wszędzie musisz podać swoje dane. Jak kupisz bez tego?
        Gdzieś pokątnie? Ale nie masz pewności co nabywasz..

  2. A kiedy „część druga”? Ostatnio pewne mętne bajorko zaczęło wysychać i potężny niegdyś szczupak, „strażnik świętej wolności” płotek z rzeczonego bajora z braku mętnej wody wije się w konwulsjach, podskakuje i kłapie bezsilnie szczęką. Co robić? Cieszyć się? Czy bardziej bać, że jeszcze ostatkiem sił pogryzie i kawał świata resztkami błota ochlapie?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s