Mirra, kadzidło i gold futures

Dawno, dawno temu, zanim jeszcze zaczęto obchodzić Święta Bożego Narodzenia, pewni mędrcy ze wschodu wpadli na pomysł, by na Gwiazdkę udać się do pewnego miasteczka położonego na terenie Autonomii Palestyńskiej, będącej pod panowaniem ówczesnych imperialistów z zachodu. Celem wyprawy były odwiedziny pewnej rodzinki, a przede wszystkim nowo narodzonego małego Jezuska, który to od owych mędrców otrzymał kilka prezentów pod choinkę. Jednym z owych prezentów była gruba koperta, czy może sakiewka, a może i nawet kuferek, wypełniony po brzegi twardą walutą. Nie były to jednak amerykańskie dolary, szwajcarskie franki, czy funty brytyjskie. Nie były to też żadne papiery wartościowe o świetlanym ratingu AAA, jak amerykańskie obligacje skarbowe, obligacje hipoteczne, czy najwyższe transze CDO i CLO. Nie były to ETFy jak GLD, SLV, ani też żadne kontrakty futures na metale szlachetne bez pokrycia. Były to po prostu zwykłe pieniądze.

Jak sama nazwa wskazuje, mędrcy nie byli głupcami, toteż zdając sobie sprawę z tego, że w przypadku owego małego człowieczka mają do czynienia z wyczekiwanym z dawna królem, obdarowali go walutą, która symbolizowała jego królewską godność, w zgodzie z powiedzonkiem:

„Złoto jest pieniądzem królów, srebro pieniądzem dżentelmenów, barter pieniądzem pospólstwa, natomiast dług – pieniądzem niewolników.”

– Norm Franz

Na dalszych zaś kartach biblijnych opowieści dowiadujemy się, że 33 lata później ów mały bohater stał się przedmiotem handlu w ramach pewnej dżentelmeńskiej umowy, którą jego druh Judasz zawarł ze starszymi i mądrzejszymi tamtych czasów. Owi dżentelmeni zgadali się na kwotę 30 sztuk srebra (czyli równoważność 7 srebrnych dolarów amerykańskich) i zaraz można byłoby zapytywać czy to dużo, czy mało, jednak wysoce niestosownym byłoby rozprawianie takiej kwestii w odniesieniu do ceny za ludzkie życie, którą Żydzi wylicytowali między sobą. Dość powiedzieć, że pan Judasz nie był żadnym tam dżentelmenem, a zwyczajnym konfidentem i kapusiem, i kiedy w końcu sobie to uzmysłowił, wziął i się powiesił.

Mniejsza o to jaka była siła nabywcza tychże 30 srebrników. Co prawda można gdzieś dogrzebać się informacji o tym, co za ową kwotę można było kupić, jak np. stągiew oliwy, półtora wołu, czy wielbłąda. Jednakże, jak to się mówiło swojego czasu przy okazji wyjazdów zagranicznych, „nie ma co przeliczać na nasze”. Tym bardziej, że starożytny system monetarny funkcjonował według całkowicie innych zasad, gdzie, przykładowo, kurs waluty królewskiej do dżentelmeńskiej miał się jak 12:1, 8:1, a momentami nawet i 2,5:1, w całkowitym odróżnieniu od czasów nam teraźniejszych, kiedy to „niewidzialna ręka wolnego rynku” ustala względny kurs tychże dwóch metali na całkowicie absurdalnym poziomie 90:1. Jedyny niezmiennik, jaki przez dziesięciolecia zapewniali nam centralni bankowcy, to względnie stały kurs wymiany papierowych kwitów na złoty kruszec. Choć nawet i ten niepodważalny fundament światowego systemu monetarnego w swoim czasie został storpedowany przez prezydenta Nixona, kiedy to po dekadzie udawania, że „deficyty budżetowe nie mają znaczenia”, nad rządem federalnym US zawisła groźba utraty tego co tam jeszcze pozostało w skarbcu i, tłumacząc swoją decyzję walką z międzynarodowymi spekulantami walutowymi, w 1971 roku „tymczasowo” zawiesił wymienialność zielonych kwitów na żółty metal. Paradoksalnie, wbrew temu co mogłoby się wydawać, dolar amerykański zdominował globalny system monetarny właśnie po zarzuceniu standardu złota w 1971 roku, kiedy to już dwa lata później uzyskał on status monopolu płatniczego za ropę, co zostało postanowione mocą dżentelmeńskiej umowy pomiędzy starszymi i mądrzejszymi Amerykanami a starszymi Saudami. No ale o tym, czym był system petrodolara to może innym razem. Tak czy owak, umowa petrodolarowa wywróciła do góry nogami cały porządek monetarny, a w sferze finansów rozpoczęła się era bezprecedensowego eksperymentu monetarnego, w który siłą rzeczy wprzęgnięty został cały świat. Nie bez powodu, nawet chińscy generałowie, myślący kategoriami wschodnich mędrców, którzy zresztą niejednokrotnie doświadczyli tego jak kończy się zabawa z łatwopalnymi walutami, wyrażali w tej kwestii niedwuznaczne opinie:

„Najważniejszym wydarzeniem XX wieku nie była I czy II wojna światowa, ani też rozpad Związku Sowieckiego, tylko rozdział dolara amerykańskiego i złota, dokonany 15 sierpnia 1971 roku.”

– Qiao Liang

Niedługo później dolar amerykański uzyskał status waluty całkowicie płynnej względem złotego kruszcu, co w końcu zostało przyklepane w roku 1976 postanowieniami z Kingston, które to dokonały ostatecznego aktu demonetyzacji złota. Na skutek tego, system wypracowany w Bretton Woods trafił na śmietnik historii, a jego miejsce na dobre zastąpił system petrodolara i jego zakapiorów, który przedefiniował nieporządek światowy na kolejne dziesięciolecia. O ile wcześniejszy system monetarny bazował na konsensusie sztywnej polityki kursowej walut innych państw względem dolara amerykańskiego, który sam był zakotwiczony sztywnym kursem względem złota, o tyle w nowym systemie kursy walut względem dolara zostały upłynnione, tracąc tym samym jakikolwiek związek z metalem. Ponadto, dzięki temu manewrowi, po zrzuceniu złotego kagańca, z amerykańskiego punktu widzenia kreacja papierowego pieniądza dłużnego nie nastręczała już zasadniczych problemów, bowiem zielone kwity nie stanowiły już podstawy do wybierania przez europejskie banki centralne złotego kruszcu z rezerw FEDu po ustalonej uprzednio promocyjnej cenie 35$ za uncję.

Sam żółty metal od tego czasu oficjalnie zatracił znaczenie pieniądza i stał się niczym więcej jak zwykłym towarem, którym handlować można na takiej samej zasadzie jak wszystkimi innymi surowcami, np. węglem, boksytami, kukurydzą, czy żywcem wieprzowym. Z drugiej jednak strony, zupełnie nie do przyjęcia była sytuacja przejścia w reżim pieniądza papierowego, w którym o cenie złotego surowca miały decydować prawa podaży i popytu. Przeciwnie, cena metalu powinna pozostać pod ścisłą kontrolą, by przypadkiem nie dopuścić do sytuacji w której gwałtowny jej wzrost mógłby wskazywać na deprecjację papierowych walut, których można tworzyć tyle, na ile tylko pozwalają leśne zasoby całej biosfery. Celem wygenerowania odpowiedniej ilości podaży „złota” kompensującej rosnący popyt, monetarni alchemicy od razu zabrali się za tworzenie rynku papierowych kontraktów futures, z pomocą których można było regulować cenę w jakichś rozsądnych granicach. Tym samym, przez następne dziesięciolecia, kontrakty gold futures z powodzeniem będą stanowić substytut metalu, a tym samym odgrywać kluczową rolę w mechanizmie kontroli cenowej.

Manipulacje na rynku metali z upływem lat stały się tak powszechne, że nawet nie ma sensu zwracać na nie uwagi za każdym razem, kiedy przykładowo jakiś trader wpada na pomysł wpuszczenia na rynek tysięcy kontraktów futures, które to niby mają reprezentować sprzedaż dziesiątek ton metalu, dzięki czemu cenę można znokautować wedle własnego widzimisię.NotionalValue05-15-18-e1526388405247

Zresztą, manipulacje na rynku kontraktów futures (sławetny amerykański COMEX), który determinuje ceny papierowego metalu, to jedno, z kolei podobne praktyki dotyczą ustalania cen fizycznego metalu, z którym mamy do czynienia w Londynie, gdzie każdego dnia o ustalonej godzinie kilkoro uczestników rynku zgaduje się między sobą i uzgadnia cenę metalu, obowiązującą przy transakcjach kupna/sprzedaży. Co się zaś tyczy londyńskich przekrętów, to warto przywołać z pamięci choćby jeden drobny epizod z początku 2016 roku, kiedy to dzienny fix srebra „zupełnie przypadkiem”, czy może „przez pomyłkę” ustalony został całe 6% poniżej papierowej ceny spot. Tak się akurat śmiesznie złożyło, że ów dzienny fixing miał bardzo wymierne znaczenie ze względu na realizację kontraktów jednego z największych producentów srebra na świecie, który na własnej skórze doświadczył do czego mogą posunąć się bankowcy z londyńskiego City. Wieść o przekręcie na London Metal Exchange błyskawicznie rozniosła się na mieście, wywołując konsternację i oburzenie wśród innych producentów kopalin, w efekcie czego już kilka dni później sześć liczących się firm wydobywczych, zbulwersowanych tym aktem brutalnej manipulacji, na znak protestu zrezygnowało z dalszego uczestnictwa w handlu na LME. Ma się przy tym rozumieć, że Autsajder niebędący żadnym tam insiderem nie wie dokładnie kto z kim dokonywał handlu tego feralnego dnia, ani też nie zna szczegółów tej transakcji, toteż jeśli ciekawscy Czytelnicy chcieliby wiedzieć na ile baniek chłopaki z HSBC porobili frajerów z KGHM, powinni kierować swoje zapytania do lubińskiej centrali spółki.

Wracając jednak na moment to charakterystyki działalności COMEXu, Czytelnikom niezbyt obeznanym w temacie warto uzmysłowić, że odbywający się tam handel papierowymi kontraktami wymaga ciągłego zaopatrzenia w metal, gdyż wśród handlujących papierami zawsze znajdzie się drobny procent tych, którzy zażądają wydania z magazynu metalu na mocy realizacji kontraktu z chwilą jego zapadalności. W zdecydowanej większości natomiast, powszechną praktyką jest rolowanie kontraktów na kolejne okresy rozliczeniowe, wymuszanie rozliczenia w papierowej walucie (z dodatkową marżą dla co bardziej upierdliwych klientów), zarzucanie chcących zrealizować kontrakt dodatkowym wymogami formalnościowymi do spełnienia, próby zastraszania, etc., etc. COMEX bowiem funkcjonuje na zasadzie rezerwy cząstkowej, coś jak każdy bank, który w danym momencie nie byłby w stanie natychmiast wypłacić pieniędzy wszystkim swoim klientom na żądanie. O jakim lewarze tu mowa? Nietrudno policzyć: w przypadku żółtego metalu ilość kontraktów terminowych w obrocie (open interest) na chwilę obecną to ok. 400.000, po 100 uncji na każdy kontrakt, natomiast ilość metalu gotowego do odbioru (registered gold) to ok. 200.000 uncji. Ujmując to nieco bardziej obrazowo, cały dostępny do odbioru metal na tej potężnej giełdzie, która stanowi punkt odniesienia do światowej wyceny złota, zmieściłby się w czymś takim:360-l-papieri wcale nie jest to żart, mimo iż cały COMEX to zwykła farsa. Dokonując natomiast szybkiego rachunku, dochodzimy do wniosku, że na każdą sztukę złota przypada 200 żądań (w istocie nawet 250, jeśli uwzględni się aktualną ilość open interest na koniec maja), lub inaczej: na jednego szczęśliwca, który jako pierwszy wyciągnie łapę po metal, przypada 199 frajerów, którzy zostaną z bezwartościowym kontraktem, którego nie można w danej chwili zrealizować. Kiedy natomiast kruszcu zabraknie i wszyscy frajerzy połapią się co jest grane, sam metal momentalnie nabierze cech towaru wysoce luksusowego i bardzo pożądanego. Najbardziej z kolei pożądać go będą instytucje stojące po drugiej stronie kontraktu (t.j. bankowcy, którzy oferując sprzedaż futures, sami zobowiązują się do jego realizacji, czyli dostarczenia danego towaru) zmuszone w takiej sytuacji do wykupywania z rynku metalu, bez względu na jego cenę, z konieczności zadośćuczynienia umowie transakcyjnej, pod którą się podłożyli. Naturalnie, im wyższa będzie cena metalu w takich okolicznościach, tym większe straty poniosą bankowcy, ot zwykły short squeeze, którego panicznie boją się wszyscy grający na spadki ceny metalu. Autsajder jednakowoż podejrzewa, że nim taka sytuacja faktycznie będzie miała miejsce, zarząd tego całego przedsięwzięcia poweźmie stosowne „extraoridnary measures” wydając rozporządzenie, by wszystkie kontrakty, które nie mogą być realizowane w metalu, mogły być rozliczane w świeżej pachnącej zielonej walucie, której w końcu jest pod dostatkiem.

Tak czy inaczej, rynek kontraktów futures nadal nieprzerwanie spełnia swoją rolę rozwadniania ceny złota przez tony papieru, przez co nikt na chwilę obecną nie ma pojęcia jaka jest rzeczywista wartość metalu. Z punktu widzenia dbałości o system monetarny jest to patologiczny mankament, gdyż w istocie cena złota stanowić powinna swojego rodzaju miernik, czy barometr, który sygnalizuje możliwe wady działającego systemu. W normalnych bowiem okolicznościach, rosnąca nadmiernie cena odzwierciedla rosnącą ilość podaży pieniądza, a co za tym idzie nadmierny rozrost ilości kredytów. Trzeba wszak pamiętać, iż w epoce papierowego pieniądza dłużnego, nowy pieniądz tworzony jest tylko wtedy, kiedy ktoś gdzieś po coś zaciąga kredyt. Innymi słowy, wszystkie papierowe pieniądze (czy też elektroniczne, nie ma to absolutnie żadnego znaczenia), którymi się posługujemy są de facto zwykłymi wekslami, poświadczającymi fakt, iż ktoś gdzieś u kogoś zaciągnął jakiś dług. Tym samym, nie będzie żadną przesadą stwierdzenie, że w chwili obecnej niemal wszyscy ludzie na planecie są niewolnikami, zgodnie z powiedzonkiem, które umieszczone zostało na samym początku. Nie to jest jednak tutaj problemem. Patologia systemu pieniądza dłużnego polega wszak na tym, że jeśli pozwolić kredytowi rosnąć nieograniczenie, z biegiem czasu dochodzi się do momentu, kiedy konieczność spłat wcześniejszych zobowiązań zaczyna dławić całą gospodarkę do tego stopnia, że niemożliwy staje się dalszy jej wzrost. Innymi słowy, na końcu epoki pieniądza dłużnego następuje przesycenie długiem, z czym mamy do czynienia WŁAŚNIE TERAZ, kiedy pomimo dekad obniżania stóp procentowych i ostatecznych prób resuscytacji systemu poprzez pompowanie dodatkowego pieniądza poprzez rozrost bilansów banków centralnych, całkowity dług staje się niemożliwy do obsługi (o spłaceniu go w ogóle nie ma mowy!).

Patową, wydawać by się mogło, sytuację nakreśla były główny ekonomista Banku Rozrachunków Międzynarodowych w Bazylei:

„The situation is worse than it was in 2007. Our macroeconomic ammunition to fight downturns is essentially all used up. Debts have continued to build up over the last eight years and they have reached such levels in every part of the world that they have become a potent cause for mischief. It will become obvious in the next recession that many of these debts will never be serviced or repaid, and this will be uncomfortable for a lot of people who think they own assets that are worth something. The only question is whether we are able to look reality in the eye and face what is coming in an orderly fashion, or whether it will be disorderly. Debt jubilees have been going on for 5,000 years, as far back as the Sumerians. […] It is a debt trap. Things are so bad that there is no right answer. If they raise rates it’ll be nasty. If they don’t raise rates, it just makes matters worse.”

– William White

Dla Czytelników mniej biegle władających angielszczyzną, powyższą wypowiedź można przedstawić z użyciem nieco prostszego języka i brzmiałaby ona mniej więcej tak: „Subprime roku 2007 jest niczym w porównaniu z globalnym SUBPRIME, z którym mamy obecnie do czynienia. Wszystkie działania minionych lat, wliczając w to NIRP, ZIRP, QE, LTRO, TLTRO, etc., nie przyniosły żadnych pozytywnych rezultatów, a wręcz przeciwnie: spowodowały nagromadzenie jeszcze większej ilości długów. Jest całkowicie jasne, że przy najbliższym spowolnieniu gospodarczym wiele z tych długów nie będzie spłaconych, przez co wszystkie te papiery dłużne nagromadzone przez lata w funduszach inwestycyjnych, bankach komercyjnych i bankach centralnych staną się funta kłaków warte. Musimy sobie zadać pytanie, czy chcemy ten problem rozwiązać jakoś polubownie, czy może chcielibyśmy zostać rozniesieni przez lud na widłach? A może by tak jakoś spróbować umorzenia tych wszystkich długów?”

W minionych latach w wielu opracowaniach przewijał się temat tzw. Wielkiego Resetu Finansowego, który to rzekomo miałby być zaimplementowany właśnie poprzez jakiś jubileusz długu („Debt Jubilee” ), w ramach którego w jakiś przedziwny sposób wszystkie długi miałyby zostać anulowane. Wszak sami sobie jesteśmy winni tę kasę, więc w czym problem? Trzeba sobie tutaj jednak zdać sprawę, że długi dłużników są jednocześnie aktywami ich wierzycieli, z kolei do największych posiadaczy tychże aktywów, czyli papierów dłużnych zalicza się m.in. fundusze emerytalne, banki komercyjne i banki centralne. Jakie byłyby zatem konsekwencje owego obłąkańczego pomysłu anulowania choćby tylko trzeciej części długów? Weźmy tu za przykład najbardziej zadłużony kraj na planecie, choć w wielu innych krajach sytuacja przedstawia się analogicznie. Niech zatem odpisy dotyczą aktywów w księgach funduszy emerytalnych, tak iż wszystkie bez wyjątku doprowadzamy do bankructwa. Efekt? Kilkadziesiąt milionów ludzi z dnia na dzień staje się gołodupcami, a w takiej sytuacji nawet mniej krzepcy siedemdziesięciolatkowie nie będą mieć nic do stracenia, by na waszyngtońskiej New York Avenue stawiać barykady, palić opony i obrzucać koktajlami Mołotowa okoliczne budynki rządowe. Dobra, odpuśćmy emerytom, niech odpisy dotyczą aktywów banków komercyjnych. Efekt? Wszystkie banki, które trzymały w swoich rezerwach HQLA z ratingiem AAA trafia szlag, co doprowadza do bezprecedensowego kryzysu bankowego rujnującego gospodarkę. O cholera, mowy nie ma. To może w takim wypadku niech odpisy dotyczą jedynie aktywów FEDu. Efekt? Bank centralny bez narzędzi, z pomocą których implementuje politykę monetarną, traci całkowicie kontrolę nad walutą, co rychło zamieni się w Weimar roku 1923, a krótkoterminowe stopy procentowe znajdą się Bóg wie na jakim poziomie. W rzeczywistości jednak, z prawnego punktu widzenia taka sytuacja nie może mieć miejsca, jako że w przypadku utraty wartości aktywów na rachunkach FEDu, Departament Skarbu zmuszony będzie go dokapitalizować ładując w niego dodatkowe aktywa (UST), by zrekompensować poniesione przez FED straty. Tak czy owak, mało prawdopodobnym wydaje się, by gospodarka udźwignęła nagły wzrost obciążeń fiskalnych w wysokości 4bln$. W takim razie może podzielić te odpisy po równo między fundusze, banki komercyjne i bank centralny? Efekt? Trochę mniej płonących opon i koktajli Mołotowa, trochę mniej upadających banków i trochę mniejsza hiperinflacja. Jasno zatem widać, że bezpośredniego umorzenia długów nie można dokonać nie powodując jednocześnie DRASTYCZNYCH skutków ekonomicznych.

Pozostaje więc całkowicie oczywistym, że długi muszą być spłacane, a rozwiązania problemu należy szukać gdzie indziej. Innymi słowy trzeba znaleźć jakiś nowy zasób pieniędzy, z pomocą których będzie można spłacać istniejące długi, wszak ciągłe drukowanie papierowych walut i tym samym powiększanie bilansów banków centralnych nie prowadzi do niczego poza brnięciem w to bagno jeszcze głębiej. Powyższe, bardzo oględne rozumienie dotyczące gospodarki jako całości, jest w może dość nieścisłe, toteż sformułujmy to inaczej. Z punktu widzenia centralnych bankowców cała sytuacja przedstawia się mniej więcej tak: bilanse naszych banków przeładowane śmieciowymi papierami o ratingu AAA, wymagają natychmiastowego podreperowania, toteż na gwałt potrzebujemy nowych dobrze rokujących i dochodowych aktywów, tak iż rosnąca ich wartość przyczyni się do uniknięcia problemu niewypłacalności naszych instytucji, dzięki czemu nasza dalsza działalność nie będzie niczym zagrożona. No dobrze, ale o jakich aktywach tutaj mowa? Starsi i mądrzejsi centralni bankowcy od zawsze wiedzą, że jedyną możliwością „jubileuszu zadłużenia” pozwalającą na uniknięcie dotkliwych ekonomicznych konsekwencji jest ponowna remonetyzacja złota, czego wyraz przed laty dał sam prezydent banku z Bazylei:

„A good solution would have been to drastically raise the price of gold, since it was extraordinarily peculiar that in the post-World War II world, in which everything became more than three to four times more expensive than in the 1930s, the price of gold remained the same. Actually, two things had to be done. The official gold price in all currencies had to be raised (‘their gold content had to be reduced’) and, beside this, the official dollar price of gold had to be raised extra, to allow the dollar to devalue against all other currencies.”

– Jelle Zijlstra, „Per Slot Van Rekening”

W wolnym tłumaczeniu: „Panowie, ładujemy do naszych skarbców tyle metalu ile tylko możemy pomieścić, po czym pewnego pięknego dnia uwalniamy jego cenę, tak by rosnąca skokowo wartość tych naszych nowych aktywów mogła pokryć wszystkie nasze bilansowe zobowiązania. A jak sami dobrze wiecie, są to już liczby iście astronomiczne, by nie powiedzieć ekonomiczne.” Krótko mówiąc, kupujemy metal i w odpowiednim czasie sami zrobimy sobie bailout, posyłając cenę metalu na poziom, który uzgodnimy między sobą, bez czekania na frajerów, którzy nie potrafią wyczuć ducha czasów i w swoich księgach trzymają jedynie stosy bezwartościowych papierów. Niepokorne banki centralne posiadające w swoich bilansach same śmieci (np. FED), które nie będą chciały podporządkować się wytycznym z Bazylei, zostaną zwyczajnie wypchnięte za burtę, wszak nikt nie będzie czekać, aż swoimi problemami pociągną innych na dno. Z drugiej strony naturalnie najlepiej wyjdą na tym ci, którzy już wcześniej wyczuli pismo nosem i zawczasu przedsięwzięli stosowne przygotowania, by wymienić tu choćby centralnych bankowców chińskich i rosyjskich, których rezerwy kruszcowe wynoszą po ok. 40000t (słownie: czterdzieści tysięcy ton) żółtego metalu, przy czym „nie są to dane szacunkowe”*.

Jak natomiast orientacyjnie przedstawia się w liczbach ów planowany „reset”? Rozważmy w tym celu potencjalny plan 30% dewaluacji wszystkich walut na świecie względem aktywów, których remonetyzacji chcemy dokonać. Co prawda każdy intuicyjnie pojmuje czym jest 30% dewaluacja waluty (dobrze o tym wiedzą np. polscy „frankowicze”), jednak centralni bankowcy 30% dewaluację walut względem złota rozumieją odrobinę inaczej. W chwili obecnej oficjalne kruszcowe aktywa banków centralnych przedstawiają wartość ok. 1,3bln$, natomiast podaż pieniądza we wszystkich walutach (broad money supply) wynosi ok. 98,7bln$ (dla prostoty rachunku), a zatem wartość pieniądza kruszcowego stanowi 1,3% całego zasobu neutralnych aktywów monetarnych. 30% dewaluacja walut względem złota oznacza nic innego, jak jego rewaloryzację do takiego stopnia, by jego łączna wartość skoczyła z obecnego poziomu 1,3% do planowanych 30%. Prosty rachunek na skrawku papieru wskazuje, że przy obecnych oficjalnych stanach rezerw banków centralnych pociągałoby to ponadtrzydziestokrotną skokową zmianę ceny żółtego metalu, czyli dobrze ponad 40000$ za uncję.

Ma się jednak rozumieć, że przedstawiony powyżej rachunek ma stanowić jedynie pewną ilustrację, więc na bok odkładamy dywagacje, czy przykładowo zamiast broad money powinno się brać pod rozwagę inne agregaty pieniężne, albo jak przy tym wszystkim uwzględnić szczególiki dotyczące faktycznych stanów rezerw kruszcowych w odróżnieniu od tych oficjalnych. Pytaniem otwartym pozostaje, czy taka rewaluacja dokona się jednorazowo, przykładowo w dłuższy weekend poprzedzony jakimś świętem bankowym, czy może w kilku etapach. Druga możliwość jawi się jako nieco bardziej podstępna, kiedy to po każdym jednym etapie rewaluacji, centralni bankowcy będą sowicie opłacać komentatorów i analityków do występowania w finansowych serwisach informacyjnych, by namawiać mniej roztropnych menedżerów funduszy inwestycyjnych do „grania na krótko”, dowodząc, że obecna cena jest nierynkowa i nie do utrzymania. Z kolei jednorazowa rewaluacja może przebiec w taki sposób, że inne rynki w pierwszym odruchu mogą tego nawet nie zauważyć, chociaż zmiana, która się dokona będzie w swojej istocie dogłębna. Każdy bowiem inwestor inwestujący w indeks S&P500, bądź obligacje skarbowe US, może nawet nie doświadczyć strat w sensie nominalnym, jednak biorąc pod uwagę straty względem realnego pieniądza (złota), straty będą horrendalne. Wszak przy nominalnym trzydziestokrotnym wzroście ceny złota, za papierowe aktywa po rewaluacji będzie można nabyć jedynie 1/30 pierwotnej ilości prawdziwego pieniądza. Innymi słowy, realna siła nabywcza papierowych aktywów w takim wypadku spadnie o 97%.

To oczywiście nie wszystkie niespodzianki jakie czekają na posiadaczy papierowych aktywów denominowanych w dolarach amerykańskich. W obecnym czasie cały świat robi za publikę przy spektaklu wojen handlowych, jakie US toczą z resztą świata. Wielkiej Brytanii, Niemcom i Francji należy pogrozić sankcjami, na handel z Chinami, Meksykiem i Indiami należy nałożyć taryfy celne, Wietnam, Malezję, Włochy i Irlandię wpisać na listę manipulatorów walutowych, na której zresztą jest już Japonia i Korea Płd, etc., etc. Jednym słowem trzeba dać popalić wszystkim krajom, które są na szczycie listy państw, z których US importuje towary:import

Na razie nie wiadomo tylko, jakie haki przygotowywane są przeciwko Kanadzie, ale nawet bez sankcji na kraj pachnący żywicą, absurdalnych posunięć US jest już mnogo. W przypadku manipulatorów walutowych sprawa jest jednak zrozumiała: niegodziwcy sztucznie deprecjonują swoją walutę, dzięki czemu uzyskują korzyść handlową, gdyż ich towary stają się relatywnie bardziej konkurencyjne. Ba, jeden z owych niegodziwców o mało nie doprowadził do katastrofy na rynkach finansowych dewaluując juana o 3% przed kilkoma laty. Manipulatorem walutowym nie zostaje się jednak ot tak sobie. Departament Skarbu US poucza, iż jednym z powodów wpisania jakiegoś kraju na listę potencjalnych manipulatorów walutowych jest posiadanie przez ten kraj zbyt dużego dodatniego bilansu w handlu z US (sic!):currency manip

Innymi słowy korzyść handlową, jaką te państewka odnoszą, stanowi zagrożenie dla US, natomiast nie byłyby one postrzegane w taki sposób, jeśli tylko waluty tych krajów byłyby silniejsze względem amerykańskiego dolara, gdyż naturalnie traciłyby one korzyści handlowe wynikające ze słabszej waluty. Co zatem chce nam zakomunikować prezydent Trump wespół z Departamentem Skarbu co rusz wysyłając tweety wojenno-handlowe? Ano bardzo nieśmiało zwracają oni tym uwagę na fakt, iż amerykański dolar jest HORRENDALNIE PRZEWARTOŚCIOWANY względem innych walut i należy przedsięwziąć kroki, by czym prędzej to zmienić.

Na chwilę obecną pozostaje zatem pytanie o to, jaki mechanizm w tym celu zastosować, tak ażeby nie doprowadzić do nadmiernego zamieszania. Lepiej bowiem w stosownym czasie wysłać w świat następującego tweeta: „Po miesiącach ciężkiej pracy Białego Domu i niezłomnych urzędników Departamentu Skarbu, osiągnęliśmy konsensus w kwestii nowatorskich rozwiązań taryf walutowych, dzięki którym nikt już nie będzie odnosił korzyści naszym kosztem! Make America great again!” , niż w poinformować naród słowami: „Fellow Americans, rozpoczynając długotrwały i wymagający poświęceń proces reorganizacji naszych struktur ekonomicznych, dokonaliśmy dewaluacji naszej waluty, tak aby bardziej odpowiadała faktycznemu stanowi naszej gospodarki” .

Pozostaje zatem jedynie zapytać, o jakim stopniu dewaluacji amerykańskiej waluty mówimy? W tej materii w zasadzie wszystko mówią wyceny papierów dłużnych, wszak czy naprawdę nikogo nie kłuje w oczy rentowność 10-letnich papierów UST (2,13%), która jest bliższa greckim (2,90%) i włoskim (2,66%) papierom niż portugalskim (0,81%) czy hiszpańskim (0,71%) ? Jeśli teraz zrobimy silne założenie, że Departament Skarbu US jest tak samo wiarygodny co państwo niemieckie (-0,20%) jeśli chodzi o spłaty swoich zobowiązań, to po minucie pracy z kalkulatorem dochodzimy do wniosku, że poważni inwestorzy na rynku obligacji spodziewają się dewaluacji dolara na poziomie MINIMUM 20%. Autsajder będzie jednak jeszcze bardziej stanowczy, utrzymując swoją prognozę (pkt 32) dotyczącą liczby 30%. Natomiast na formalną niewypłacalność rządu US (pkt 33) przyjdzie jeszcze czas. Tak czy inaczej, któż w takich okolicznościach chciałby długoterminowo trzymać w swoim portfolio papierowe aktywa denominowane w „dolarach USD” ?

Wróćmy do tematu żółtego metalu. Tyle tu gadania, a co właściwie banki centralne robią celem realizacji hasła remonetyzacji złota, które Autsajder tak buńczucznie rzuca na wiatr? Jednym słowem: wszystko. Z końcem marca 2019 roku weszło w życie rozporządzenie starszych i mądrzejszych z Bazylei, wedle których żółty metal zaliczony został do pierwszorzędnych aktywów rezerwowych, nieobciążonych żadnym ryzykiem względem wymaganych bankowych rezerw kapitałowych. Światowe banki centralne natomiast, nie czekając na żadne dodatkowe wytyczne kierowane pod adresem banków komercyjnych, same zaczęły ładować metal na pokład w najszybszym tempie od czasów nieszczęsnego Nixona. Liczby, które padają w tym kontekście są oczywiście danymi oficjalnymi, które podawane są do publicznej wiadomości, choć w rzeczywistości cała ich działalność na tym polu powinna cechować się pełną dyskrecją, tak aby nikt niepowołany nie robił im konkurencji, kiedy sami kupują metal po cenie całkowicie sztucznie utrzymywanej na absurdalnie niskim poziomie. Tym samym,  przy tych wszystkich zakupach zatrudniają nawet podwykonawców, dzięki którym zakupiony metal nie musi od razu być dopisywany do bilansu, co z daleka rzucałoby się wszystkim aż nadto w oczy. Identyczną rolę pełnią również państwowe fundusze inwestycyjne, które mało kto podejrzewa o współudział w tym procederze. Do tego dorzucić oczywiście należy cały ruch repatriacji złota z anglosaskich skarbców dokonywany przez te mniej, jak i te bardziej poważne państwa, co jest zresztą dobrze znane nie od dziś. Niemcy dla porządku i świętego spokoju dodatkowo jeszcze przetapiali na nowo sprowadzane zza oceanu złote sztaby, by mieć pewność, że Anglosasi nie wciskają im żadnego szajsu. A doskonale zdają sobie sprawę z tego, jak kit mogą wciskać chłopcy zza mórz i oceanów, mając na świeżo w pamięci historię kitajców, którzy swojego czasu padli ich ofiarą. Wyciągnąwszy lekcje z tego przekrętu, kitajce wprowadzili nowy standard metryczny obowiązujący w handlu metalem, przez co cała podaż pochodząca z zachodnich krain zostaje przetopiona w szwajcarskich rafineriach, nadających chińskim sztabom pożądany wymiar.

Te ostatnie przykłady rzecz jasna przedstawiają już dość zamierzchłe wydarzenia. Chociaż jeśli mowa o przetapianiu metali, to nie sposób nie napomknąć przy tej okazji historii chłopaków ze szwajcarskich banków, którzy sami przetapiali złote sztaby, które z tytułu takich czy innych transakcji przejmowali od swoich kolegów zza oceanu, ot tak na wszelki wypadek dla pewności, czy ich koledzy po fachu nie wcisnęli im jakiegoś wolframowego dziadostwa. W iście ironiczny sposób obrazuje to stopień wzajemnego zaufania, jakim skorumpowani bankowcy obdarzają siebie nawzajem. Takich, czy podobnych opowieści można oczywiście przywoływać bez liku, jednak darujmy sobie rozpisywanie się na temat tych wszystkich matactw. Widząc natomiast, że w tym całym majdanie anglosascy bankowcy są ordynarnymi krętaczami reprezentującymi zwykłe chamstwo i prostactwo, starajmy się choć my zachowywać pozory przyzwoitości i bądźmy dżentelmenami, dając jednocześnie dobry przykład innym.

 

I pytanie na zakończenie: got physical?

 

* – dopisek, dzięki któremu każdy, kto go otrzymał, pozwala lepiej zapamiętać owe liczby.

 

Czytaj więcej:

https://www.constitution.org/mon/greenspan_gold.htm

http://fofoa.blogspot.com/

https://www.bullionstar.com/blogs/ronan-manly/lbma-silver-price-scandal/

https://ingoldwetrust.report/wp-content/uploads/2019/05/In-Gold-We-Trust-2019-Extended-Version-english.pdf

https://www.telegraph.co.uk/finance/financetopics/davos/12108569/World-faces-wave-of-epic-debt-defaults-fears-central-bank-veteran.html

marketupdate.nl/en/dr-zijlstras-final-settlement-gold-as-the-monetary-cosmos-sun/

http://www.gata.org/files/JelleZijlstra-PerJacobssonLecture-1981.pdf

bmg-group.com/gold-re-monetization-is-closer-than-many-realize/

https://www.bis.org/publ/bcbs128b.pdf

thesaker.is/basel-3-a-revolution-that-once-again-no-one-noticed/

bmgdiyinvestor.com/gold-a-zero-risk-monetary-asset/

https://www.miningstocks.com/archive/hotlines/49473133/hotline-2019-03-15.pdf

https://goldsilver.com/blog/basel-iii-gold-the-big-picture/

http://plata.com.mx/enUS/More/375?idioma=2

https://www.bullionstar.com/blogs/ronan-manly/keys-gold-vaults-new-york-fed-part-3-coin-bars/

https://www.ft.com/content/431c89ec-611a-11e9-a27a-fdd51850994c

https://www.rt.com/op-ed/461207-central-banks-buy-gold-dollar/

https://www.bloomberg.com/news/articles/2018-10-29/why-central-bank-buying-has-the-gold-market-guessing-quicktake

https://www.bloomberg.com/news/articles/2019-01-31/gold-demand-up-amid-biggest-central-bank-buying-spree-in-decades

https://www.bloomberg.com/news/articles/2019-02-11/china-adds-to-gold-reserves-for-second-month-after-2-year-hiatus

https://www.bloomberg.com/news/articles/2019-02-28/bring-back-our-bullions-romania-may-too-seek-to-pull-u-k-stash

https://www.bloomberg.com/news/articles/2019-03-29/russia-is-stocking-up-on-gold-as-putin-ditches-u-s-dollars

https://www.bloomberg.com/news/articles/2019-04-07/china-continues-gold-buying-spree-as-pboc-adds-for-fourth-month

https://www.bloomberg.com/news/articles/2019-04-23/central-bank-gold-buying-gets-boost-as-india-s-reserves-to-swell

https://www.bloomberg.com/news/articles/2019-05-02/central-bank-first-quarter-gold-buying-at-highest-since-2013

97 myśli na temat “Mirra, kadzidło i gold futures

  1. Merytorycznie, konkretnie, dogłębnie, prawdopodobnie i sarkastycznie. Dziękuję za super tekst. Brakuje tylko odległości czasowej. Ale to….wiadomo najtrudniej przewidzieć. Od zbyt wielu czynników to zależy i na horyzont czasowy pewnych wydarzeń to chyba nie ma mądrych. Jak się to wszystko sprawdzi opchnę Panu jedną uncję po starej cenie. :-)))
    Pozdrawiam serdecznie.

    1. Konkretne daty są niemożliwe do przewidzenia, gdyż cały scenariusz zmian realizuje się przez ciąg następujących po sobie wydarzeń, a te nie przebiegają według jakiegoś określonego terminarza. O dniu owym nie wie nikt, nawet aniołowie w niebie, no może jedynie paru szatanów na ziemi.

      Autsajder jest wdzięczny za daną tutaj deklarację na piśmie, rozumując jednocześnie, że nie chodzi tu o uncję wolframu. Świadków owego kontraktu mamy tu z kolei aż nadto.

      1. Stoi. Moje słowo droższe aktu notarialnego. Tak już w życiu mam. Dzięki temu ci którzy zdążyli mnie poznać mogą robić ze mną geszefciki „na gębę”. Pozwala nam to unikać bardzo skutecznie oka saurona.

    1. Nie bardzo wiadomo, co Czytelnik miał na myśli mówiąc „w kontekście, czy przy okazji”. No ale w szerokim kontekście handlu metalami, można przy okazji wspomnieć, że dokładnie w czasie gdy DB rzekomo przejął zabezpieczenie pożyczki, metalowe aktywa funduszu GLD zwiększyły się skokowo o kilkadziesiąt ton:
      https://ycharts.com/companies/GLD/total_assets_under_management
      Przypuszcza się, że metal przeszedł tym samym w ręce Chińczyków, którzy de facto dokonali wykupienia wenezuelskiego długu i stali się teraz wierzycielami Latynosów. W zamierzeniu dług ma pozostać spłacony (przy ew. restrukturyzacji), tak aby metal mógł pozostać w posiadaniu państwa Wenezueli.

      1. Artykuł świetny, ale tutaj zaczynają się schody – skoro Chiny i Rosja mają tyle złota w pakiecie, że głowa boli, a USA toczą z nimi wojnę handlową, to nie będzie żadnego przeliczenia długu z dolara na złoto, bo wtedy Chiny i Rosja stają się momentalnie bogaci, a cel wojny szlag trafia jedną decyzją. Ba! Będzie to znakomity powód by rozliczać się w juanie. Jak zatem muszą upaść Chińczycy by powyższy scenariusz się opłacał Amerykanom? Albo inaczej – co mają Amerykanie, czego nie mają Rosjanie i zwłaszcza Chińczycy?

      2. Co mają Amerykanie, czego nie mają Rosjanie i zwłaszcza Chińczycy? To proste: blisko bilionowy deficyt handlowy, bilionowy deficyt budżetowy, 22bln$ zadłużenia rządu federalnego i jakieś 100bln$ dalszych zobowiązań bez pokrycia. Jeśli z kolei oficjalnie US posiadają dwukrotnie więcej metalu niż Rosja i Chiny razem wzięte, to na forum międzynarodowym tym głośniej powinni zabiegać o remonetyzację metalu. I wszyscy o tym doskonale wiedzą, co stawia US w bardzo niekorzystnej i niezręcznej sytuacji.
        Dewaluacja $$ naturalnie sprawi, że Chiny stracą korzyść handlową, co nadwyręży gałąź gospodarki nastawionej na eksport towarów do US. Z drugiej jednak strony, koniec z niskim kursem juana to równoczesny koniec z subsydiowaniem amerykańskiego konsumeryzmu, na rzecz zwiększenia siły nabywczej chińskich konsumentów.
        Być może Autsajder nie do końca poprawnie interpretuje komentarz Czytelnika, ale proszę nie robić założenia, że to Amerykanie mają wszystkie atuty w rękawie i rozgrywają partię w taki sposób, że przeciwnicy z konieczności muszą przegrać. W tej grze przewagę mają gracze z fulem na asach na ręku, z kolei Amerykanie posiadają jedynie parę jopków, mimo że potrafią zwieść całą publiczność blefem, że mają pokera królewskiego.

  2. Świetny artykuł, ale takie małe wyzwanie w stosunku do jego treści:

    „Złoto jest pieniądzem królów… natomiast dług – pieniądzem niewolników”

    Z perspektywy bogatego to sorry, ale złoto mi ciężko trzymać i dywidend mi nie daje. Trzymam trochę bo od dawna mi już niektórzy jak tutaj mówią, że kraje przestaną ufać swoim walutom niczym banki swoim zobowiązaniom 10 lat temu i nagle złoto będzie w cenie, ale to trzymanie tylko kosztuje (miejsce, środki fizyczne).

    Dług to co innego. Przecież obligacje niewolnicze to tylko brać, takie zobowiązanie że będą mnie w lektyce nosić do końca życia to ja chce. To jest najlepszy pieniądz na świecie.
    Problem mam jednak taki, że ostatnio niewolnicy jakby się połapali i nie chcą brać już za dużo nowych zobowiązań. A to powoduje, że te stare zobowiązania tylko rosną na wartości (deflacja). Więc drukarze wymyślają jakieś propagandy o tym ile to oni nie drukują żeby tylko ludzie przypadkiem nie zaufali papierom aż nadto.

    Tak właśnie było przez ostatnie lata i tak jest ciągle. Gdyby było inaczej to faktycznie zakupy byłyby moim zdaniem tajne. Dlatego szybciej już chyba zobaczę na tronie jakąś walutę fejsbuka niż złoto 😉

    Źle myślę?

    1. Złoto nie daje dywidend, bo to zwykły pieniądz, a nie inwestycja! Dokładnie tak, jak gotówka, która też dywidend nie daje, a trzeba trzymać ją w chłodnym, suchym i ciemnym pomieszczeniu, by nie zbutwiała. Z samej gotówki żadnych dodatkowych profitów nie ma, bo to w zasadzie tylko takie nieoprocentowane nisko-denominowane kupony z obligacji skarbowych danego kraju, za które kupujemy bułki w sklepie.

      Natomiast pełna zgoda co do tego, że cechy inwestycji ma z kolei kontrakt dłużny w postaci samej obligacji skarbowej. Przykładowo, Czytelnik kupujący UST de facto inwestuje w szeroko pojęty „military-industrial complex”. Menedżerowie tego biznesu natomiast, wykorzystują te pieniążki na zakup narzędzi i żołd dla nowozatrudnionych pracowników, z pomocą których dokonuje się „konstruktywnej destrukcji” w jakimś odległym zakątku globu. Następnie na dane terytorium zostają wysłane firmy budowlane, które swoimi kontraktami na odbudowę zrujnowanego kraju łupią ludność tubylczą, bo na nowo trzeba budować mosty, elektrownie, szpitale i szkoły, słowem całą zniszczoną infrastrukturę. Pieniążki z kontraktów zostają przekierowane do gospodarki państwa dokonującego owej odbudowy, po czym urzędnicy podatkowi zbierają ich nadmiar, który trafia do kasy przeznaczonej na obsługę długu publicznego, dzięki czemu Czytelnik kupujący UST otrzymuje stosowną dywidendę ze swojej inwestycji w papiery skarbowe. W tym rozumieniu jest to biznes jak każdy inny, w który można sobie inwestować licząc na profity.

      Nie należy tu mylić inwestowania ze spekulacją, która polega na kupnie byle czego i odsprzedaży jakiemuś większemu frajerowi, kiedy cena tego byle czego zmieni się na naszą korzyść. Zresztą, po Zmianie Paradygmatu złota wcale nie trzeba będzie odsprzedawać komukolwiek, bo ono samo będzie stanowiło pieniądz, za który będzie można sobie kupować takie aktywa, jakich dusza zapragnie. Przy czym nie mówimy tu o papierowych aktywach, bo te z czasem odejdą na śmietnik historii.

      Dług sam w sobie nie jest zły, wszak zaciągając pożyczkę na rozbudowę budki z kebabem czy salonu masażu, przyczyniamy się do rozwoju gospodarczego z korzyścią dla innych. Nie wnikajmy już jednak w to, że niektóre korzyści mikroekonomiczne pociągają pewne straty makroekonomiczne. Problemem jednak jest tutaj sam system pieniądza dłużnego, który ze względu na swoją konstrukcję, w dłuższej perspektywie prowadzi do sytuacji, których nie można rozwiązać w ramach tegoż systemu.

      O zakupach „waluty fejsbukowej” przez banki centralne Autsajder nie słyszał nic i przypuszcza, że nigdy nie usłyszy.

      1. Dziękuję za napisanie tylu mądrych słów, z większością się zgadzam.

        Jednak w to, że nie trzeba będzie odsprzedawać złota to tak mocno nie wierzę. Niewolnicy nigdy nie chcą realizować obligacji, to jest problem każdego systemu gdy obligacji nominowanych w czymś-tam narośnie, ale za papierowym stoi właśnie „military-industrial complex”. Jak tylko ktoś odpowiedni usłyszy, że jakaś banda niewolników nie chce wypełnić papierowego zobowiązania to od razu tam jednego centuriona z wojskiem pośle. Przecież w innych wpisach Outsider sam opisywał jak się dwoją i troją gdy ktoś śmie zwątpić w UST. A ze złotem co powiedzą? Nie nasze, w sumie niczyje, ma tam jakąś wartość związaną z kosztami wydobycia i tyle.
        Ponoć za ostatniej porządnej hossy złota 1980 to ludzie nawet pamiątkowe obrączki przetapiali byle by tylko zdobyć trochę papierów akceptowanych przez centurionów, inaczej chyba nie będzie.

      2. wiec facebookowa waluta coraz blizej, bardzo mnie zdziwilo ze jeszcze o tym nie slyszales…no i w dodatku ze nie przypuszcza ze uslyszy

    2. tak samo mysle. Dobrze napisane. Poprzez dlug ma sie tez kontrole i z tego jeszcze wiecej korzysci. Oczywiscie to jest ryzykowne ale ryzyko sie odplaca w %.

    1. Centralni bankowcy będą wdzięczni po trzydziestokroć, jeśli Czytelnik wyciągnie wnioski i podejmie stosowne kroki odsprzedając tępy metalowy krążek za mięciutką pachnącą gotóweczkę. Tak czy inaczej, Autsajder w pełni respektuje zasady własności prywatnej, nie udzielając tym samym nieproszonych rad (czyt.: nie zagląda nikomu do kieszeni i w nosie ma to, co inni chcą robić ze swoimi pieniążkami).

  3. Jako zwolennik zdrowej ekonomii średniowiecznej muszę jednak zauważyć pewną sytuację dotyczącą dłużnych walut papierowych, tzw. ban-knotów. Odnoszę wrażenie, że rządzący tym padołem łez bandyci finansowi nie mają żadnych problemów z gotówką. Mogą jej sobie dodrukować ile chcą. Oni mają problem z faktem, że tymi samymi banknotami co oni operuje – o zgrozo- też gotówkowo pospólstwo, czyli reszta świata. Tym samym nie za bardzo można wziąć twardo „za ryj” tą resztę świata, bo – nie oszukujmy się – idiotów to już dzisiaj coraz mniej na każdym kroku. Społeczeństwa się jednak edukują same, bez względu na szkolny program nauczania (czytaj: ogłupiania). Więc (tak wiem, zdania nie zaczyna się od „więc”, ale mam to w jelicie grubym) bandyci rządzący tym światem wpadli na jakżesz prosty i szatański pomysł pozbawienia pospólstwa tejże gotówki. Stąd widoczna w kłamliwych mediach wszelakich walka z gotówką. A to karty, a to jakis bit-shit, a to jakieś inne gruszki na wierzbie. Wszystko panie Kowalski, tylko nie gotówka. Ona to jest straszne „be”. Jak pan będziesz sie posługiwał tylko kartą , to tu damy panu rabacik, tam promocyjkę, tu zejdziemy z kosztów pośrednich, żeby tylko panu (broń Boże sobie) dogodzić tak bardzo, że orgazm to będzie przy tym jak jabol po Napoleonie. Z tych i innych jeszcze wielu powodów mniemam (może niesłusznie, nie wiem), że raz z upływem niesamowicie zapier…..alającego czasu ta nic nie warta gotówka, te paczki ban-knotów będą niestety coraz bardziej pożądane, bo sa na dziś ostatnim fundamentem wolności ekonomicznej każdego człowieka. Bo pospólstwo nie składa się już z samych durni i jednak przez szpary w płocie okalający BIS widzi co się dzieje. Kto nie wie co mam na myśli niech pomieszka sobie trochę w dzisiejszej totalnie zamordystycznej finansowo Szwecji.

  4. Złoto też ma swój koszt, koszt wydobycia. Branża górnicza ma bardzo dobre wyniki i za ceną idzie większa podaż, nowe inwestycje w kopalnie, głębiej, dalej, wydajniej itd. Złoto w przeciwieństwie do ropy, gazu, węgla się nie spala, zawsze zostaje. Jak drogie byłyby wtedy kopalnie złota gdyby cena nagle poszła w górę o 200-700% Nasz KGHM też wydobywa złoto i srebro. Kupowanie złota na magazyn na zasadzie, że trzyma wartość- to też niestety kwestia umowna, działa bo wszyscy w to wierzą od tysięcy lat, to się nie zmieni, ale zmiana parytetu do gotówki też będzie trudna bo jak wyżej, z drugiej strony jest podaż, która odpowie na cenę.

    1. Czytając powyższe słowa o producentach srebra, skojarzył się pewien żartobliwy komentarz mówiący o tym, że po rewaluacji metali państwo Meksyk samo wybuduje mur na granicy, by zatrzymać napływ uchodźców z kilofami i łopatami z północy…

  5. Zloto? Komu to potrzebne? Czy myslicie jak sie zacznie po rajd po surowce do kosmosu….to beda mysleli o zlocie??? Prosze se popatrzyc na palladium. Zloto to instrument do straszenia. w 1980 wzroslo do 800 potem spadlo do 200. 30 lat pozniej wzroslo do 1900 i spadlo juz do 1100-1300. Ludzi raz gora dwa mozna obskubac ale zloto to koniec jako „prawdziwy pieniadz kroli” – tak samo jak coraz mniej kroli na swieci.

    1. „ZŁOTO? KOMU TO POTRZEBNE?”
      To po jakiego grzyba ludzie się zadłużają na setki tysięcy „zielonych”, zakładają firmy wydobywcze i jadą w góry albo w dżunglę kopać, narażając się na wiele niebezpieczeństw i problemów organizacyjnych, technicznych i tubylczych? Przecież to taki szajs to złoto…Po co oni je w ogóle „wykopujom”? A srebro to już w ogóle badziew. Znacznie taniej byłoby to wszystko zasypać z powrotem, kupić „mocnego fula”, rozwalić się w fotelu jak żaba na liściu i pogadać z Kiepskim o kolorze kapci u Waciakowej.

  6. Widzialem prognozy na tej stronie. Wiadomo….mozemy czekac rok 10 100 albo milion lat i w koncu jakies sie spewnia. Zeby byly wiarygodne to poprosze o dokladne dnie kiedy kazda prognoza zostala zrobiona. I najlepiej w jakiej perespektywie czasowej.

    kazdy artukul na tym blogu, ma braki w tym ze nie podaje sie perspektyw czasowych.
    Czyli mozliwe….wszystko….tak jak ze wybbuchnie jakis wulkan, albo ziemie trafi jakis wiekszy meteoryt

    1. Wszystkie prognozy razem zostały spisane wraz z początkiem istnienia bloga, jakieś pół roku temu.
      Gdyby do każdej z nich dopisać termin jej spełnienia, to byłyby to przepowiednie, a nie prognozy. Jeśli zaś Czytelnik oczekuje zestawu przepowiedni, to należy udać się po nie do wróżki, bądź profesjonalnego analityka finansowego.

      Dla pewności polecam Czytelnikowi zarchiwizowanie strony z prognozami i przypomnienie sobie o istnieniu tegoż bloga w stosownym czasie, tak ażeby przykładowo za 2 lata Czytelnik mógł dodać komentarz napisany dużą czcionką:
      „Buhahahaha!!! Autsajder się pomylił! Bank of America i Citibank nie upadły, tylko zostały znacjonalizowane!”.

    2. Bo taka jest konwencja tego bloga… minimum wyczucia i szczypta ogłady pozwalałaby to zrozumieć.
      Typowa polacka roszczeniowość, chciałoby się lasta z olem na wakacje i gdzie kapuste zapakować.

  7. Pecuniaolet blog”…Załóżmy teraz, że nasze Uniwersalne Jednostki Wymiany były ze złota. W naturze jest go ograniczona ilość, w obiegu musi być także ograniczona ilość naszych UJW, więc przy obecnych regułach gospodarczych po jakimś czasie nasze UJW skupiłyby się w rękach niewielkiej grupki ludzi, którzy tak naprawdę nawet by ich nie potrzebowali! Zabrakłoby ich natomiast dla naprawdę potrzebujących! Mam nadzieję, że rozumiemy teraz, czemu argumenty zwolenników wprowadzenia pieniądza w taki czy inny sposób opartego na złocie, w ogóle nia mają sensu”.

    1. Co za bzdury. A obecny system to niby nie działa w ten sposób że 99% aktywów jest skupiona w rękach 1% ludzkości? Poza tym w std złota nie chodzi o rozwiązanie problemu redystrybucji majątku i przywrócenie sprawiedliwości społecznej (złoto nie jest recepta na całe zło) tylko o brak możliwości druku głównej rezerwowej waluty świata z powietrza i obarczania inflacją od tego druku wszystkich ludzi na ziemi, którzy nawet nie zdają sobie z tego sprawy.

  8. Artykuł bardzo dobry, lecz zbyt pesymistyczny. Horyzont czasowy do całkowitego załamania się porządku monetarnego na świecie jest jeszcze mocno odległy (można przypuszczać, że nastąpi około roku 2100). Dopóki demografia na świecie jest dodatnia, a co za tym idzie występuje wysoki popyt konsumpcyjny, da się rolować zadłużenie. W nadchodzących dziesięcioleciach wciąż będą miliardy ludzi potrzebujących mieszkań, ubrań, butów, samochodów, edukacji, ochrony zdrowia itd. Przełoży się to na nieustającą dobrą koniunkturę dla biznesu realnego, a w takich okolicznościach uda się monetyzować dług, a nawet jeszcze go znacząco powiększyć. Proszę zauważyć, że obecnie na świecie codziennie umiera ok. 140 tys. ludzi, ale rodzi się ok. 350 tys. dzieci !; dzienny bilans przyrostu ludności świata wynosi ok. 210 tys., co przez rok daje przyrost 76 milionów ludzi (miliard w ciągu 13 lat). Natomiast kiedy przyrost demograficzny zbliży się do zera, a dodatkowo zaistnieją jakieś niesprzyjające okoliczności (inflacja, wojna, głód, efekt cieplarniany), nic nie uratuje pieniądza fiducjarnego.

  9. Jeden problem ze złotem. Nie możesz go kupić nie podając swoich danych więc Państwo prędzej czy później dojdzie, że je masz (albo przynajmniej miałeś). Jaką masz gwarancję, że nie przyklepią szybko jakiejś ustawy nakazującej nacjonalizację zasobów złota w zamian za jakiś nowy pachnący farbą papierek z orzełkiem na górze? 😛

    1. Nieprawda. Zawsze możesz kupić anonimowo. A jak Ci zależy na jakiejś wyjątkowej monecie , to jechać osobiście trzeba i podać dane z sufitu, bo przecież mogłeś zapomnieć ze sobą dowodu osobistego. Na razie nie ma takiego „prawa”, coby sprzedawca mógł Cię legitymować. No ale, jak kupujesz przez internet, to dvpablada. W internecie – jak wiesz – nie ma anonimowości.

  10. Era zniewolenia świata dopiero przed nami. Nawet pojęcie pieniądza zastąpiono długiem to nowoczesny pieniądz. Myślałem i mnie podobni ze lada dzień ( Już nawet w 2008 roku) nastąpi upadek! Nie, okazało się że świat jeszcze dużo może przyjąć! A powszechna własność prywatna będzie wprost prześladowana. Masz być biednym niewolnikiem i wszystko wynajmować albo brać na raty. Np. w USA mają jeszcze dodatni procent bankowy – wszystko przed nimi, Ludzie posiadający gotówkę będą wprost prześladowani a nawet przesłuchiwani w jaki sposób do tego doszli. Tak było np. w Polsce za komuny, sam dostałem wezwanie w tamtych czasach do wydziału finansowego i ledwo ledwo się zdołałem wytłumaczyć i uniknąć „ Domiaru” tak to się nazywało.

    Znalezione ostatnio w sieci:
    Wczoraj zadzwoniłem do mojego banku w Danii, Nordea, i nie mogłem uwierzyć w to, co mi powiedzieli …
    Zaoferowali mi pożyczyć pieniądze na MINUS 0,12% za dziesięcioletnią hipotekę.
    Innymi słowy, bank PŁACIŁ, abym zaciągnął pożyczkę.

    Cuda ? Nie. Banki kradną oszczędzającym … dla oszczędzających w fiat money nadchodzi sądny dzień !

    Młodym odwrócono uwagę że są i będą niewolnikami finansowymi – Propagując ruch LGBT, i młodzi wesoło pomykają w pochodach z tęczowymi chorągiewkami. Jak im mało do szczęścia potrzeba, byle tylko nie interesowali się ekonomią świata, takie fajne zniewolone pokolenie przez system.

    *Domiar – podatek uznaniowy, nakładany autorytatywnie na podatnika przez urząd skarbowy. Oficjalnie wprowadzono go w PRL po II wojnie światowej. Był narzędziem władz socjalistycznych pozwalającym na wymuszanie dodatkowych, czasami niezwykle wysokich opłat od prywatnych

    1. Pełna zgoda co do tego, że pieniądz dłużny był swojego rodzaju narzędziem zniewolenia, co zresztą dobrze oddaje powiedzonko na początku. Zmiana Paradygmatu, do której tak często nawiązuje Autsajder, to również zmiana świadomości i sposobu myślenia, jednak to każdy z osobna sam musi powziąć ten wysiłek podniesienia głowy i zaprzestania myślenia w kategoriach niewolniczych.

      1. „sam musi powziąć ten wysiłek podniesienia głowy i zaprzestania myślenia w kategoriach niewolniczych.” Hahaha System jest tak obecnie skonstruowany aby to nie przyszło nikomu do głowy ! Ludzie maja się taplać w długu i utwierdzani w przekonaniu ze to jest postęp i nowoczesność. Oni nie są wstanie sami pomyśleć a nawet gdyby, to i tak nic nie zrobią obecnie bo świat globalnie jest opanowany przez elity które poddają nam różne trutki, miedzy innymi Ruchy LGBT a to stara jak świat nieobyczajność a teraz nagle łażą po ulicach i manifestują swą nieobyczajność. Poza tym. Człowiek – naród – świat rozkoszujący się w zaciąganiu długu jest zbyt szczęśliwy i zadowolony z teraźniejszości, by rozwodzić się nad przyszłością, i banksterzy to zachowanie wykorzystują nabijając sobie kasę a ludzkość i rządy wchodzi w te zmyślnie zastawione sidła i jeszcze sobie to chwalą jednocześnie przekształcając się w finansowych zakładników – niewolników. Pozdrawiam

  11. „Mirra, kadzidło i gold futures”
    Tak dobry temat i powszechnie powinien być znany i wręcz obowiązkowy ale Janusze są za leniwi aby przeczytać a o zrozumieniu że nie wspomnę. Bezsilność i desperacja ludzi rozumiejących temat jest jeszcze większa jak te manipulacje. Tak że nie dziwmy się że młodzież woli pomykać wesoło w paradach i pochodach LGBT specjalnie dla nich stworzonych a pozostała nawet ich popiera. Masakra.

  12. czytam i stwierdzam, ze powielasz stare memy. Aby włamac sie domatrixa trzeba czegos wiecej.
    trzebazrobic to co nie udalo sie w 2007 roku. Podniesc ceny zywnosci o 4000% to trudny rynek, mnostwo regulacji, ogromne zasoby, (po kryzysie zywnosciowym sama rosja zwiekszylaareal o kilkanascie procent w jeden rok)
    rynek jest plynny (tylko czesc towarow jest w stanie dlugo lezec (i takie towary beda spekulowane)). A zasobow nie ma za duzo. Ale spokojnie gdy banieczka ursnie to zrobi sie ten myk. I nawet jesliktos kupi te blaszki toodda je za zywnosc.

  13. fajnie, już w latach 80 powinniśmy nakryć się czapką, złoto w piwnicy i czekać….
    Wszystko co napisałeś pewnie kiedyś się zrealizuje, ale czy za naszego życia?

  14. to gdzie szukać bezpiecznej przystani ? fiat ? fiz gold ? stock ? ziemia? krótko i długodystansowo . czekam na Wasze opinie

    1. Świat przez wpompowanie długu został pozbawiony „bezpiecznych przystani” Masz być zadłużony i pracować na miliarderów. Takie czasy. Właśnie banksterzy pracują nad ostrzyżeniem resztek niedobitków oferując im akcje giełdowe i bondy. Jak masz jakieś zapasy kasy, kup złoto i „do wora wór do jeziora i po sprawie”. Pozdrawiam

  15. Współczesny system monetarny Zachodu ma jeszcze ogromne rezerwy i dlatego wieszczenie jego upadku – i odpowiednia do tego alokacja aktywów, np. wszystkie oszczędności w złoto?! – obarczone jest dużym ryzykiem. W swojej pracy doktorskiej Ben Bernanke, były prezes FED-u, zaproponował koncepcję helicopter money, która mówi, że w czasach kryzysu w gospodarce realnej można „zrzucać pieniądze z helicoptera”, czyli rozdawać ludziom forsę, by ci ją wydawali i nie dopuścili do załamania biznesu realnego. Co ciekawe, koncepcję tę w wersji zmodyfikowanej zastosowano po 2008 roku do rynków finansowych, by nie załamały się notowania akcji i obligacji. W ramach programów QE banki centralne Zachodu (FED, ECB, BOJ i inne) wydrukowały w kolejnych latach w przeliczeniu na dolary ok. 11.000 miliardów dolarów (11 bilionów dolarów). I co? I nic! Rynki finansowe nie załamały się, żadnego krachu nie ma. Co prawda jedna z funkcji rynków finansowych – myślę tu o wycenie ryzyka: im większe ryzyko, tym oczekuję większego zysku – została całkowicie i na zawsze zniekształcona, a może nawet zniszczona. Generalnie prawie wszystkie aktywa finansowe są obecnie skrajnie przewartościowane: akcje, obligacje, kryptowaluty itd. I co? I nic! A system wciąż ma ogromne rezerwy na przyszłość. Przede wszystkim można dużą część, a nawet wszystkie (właściwie skolko ugodno) obligacje z terminem wykupu zamienić na obligacje wieczyste!!! Obligacji wieczystych nigdy się nie wykupuje (co ciekawe po II wojnie światowej Wielka Brytania wyemitowała tego typu obligacje), a więc nie ma ryzyka niewypłacalności. Trzeba tylko na bieżąco, co roku, płacić odsetki. Jak dane państwo w roku budżetowym miałoby nadwyżkę, to część takich obligacji wieczystych może nawet wykupić (np. na drodze losowania), po to by mieć rezerwę emitowania takich obligacji na przyszłość, w latach chudszych. Tak więc spokojnie, światowy system monetarny i światowy system długu obroni się do roku 2100.

    1. Pełna zgoda co do tego, że QE uratowało Wall Street i Departament Skarbu przed bankructwem. Konsekwencja tego przedsięwzięcia jest jednak ZNACZNIE WIĘKSZA niż jakieś tam rynki finansowe: globalna dedolaryzacja skutkująca utratą statusu WRC. Z tego też powodu amerykańscy geostratedzy bronią się przed tym jak mogą, gdyż doskonale wiedzą, że kiedy dolar będzie musiał konkurować na wolnym rynku z innymi walutami, to zostanie zdruzgotany, bo jego podstawy ekonomiczne (włączając bilionowy deficyt handlowy i bilionowy deficyt budżetowy) są OBRZYDLIWE. Warto zadać sobie zawczasu pytanie, jakie rezerwy walutowe posiada Departament Skarbu na wypadek kiedy państwa produkujące towary i ropę naftową zażądają w płatnościach czegoś innego? Dokładnie z tego powodu w panice zaczęli rozwijać swój przemysł wydobywczy ropy łupkowej, do którego i tak będą musieli dokładać, bo zwrot z tej inwestycji jest wręcz skandaliczny.
      To prawda, pieniądze można rozrzucać z helikoptera w dowolnych ilościach, tak iż po pewnym czasie okaże się, że z całej tej gospodarki zostaną WYŁĄCZNIE pieniądze.

  16. Czy w związku z powyższym zamiast recesji czy inflacji bardziej racjonalna nie będzie stagflacja z powodu deflacyjnego nasycenia długiem. Coś a la Japonia tylko na globalną skalę. To dotychczas przerabiane było tylko na skalę narodową a nie globalną.

    1. W przypadku US recesja trwa już od 2007 roku, kiedy uwzględni się realny poziom inflacji na poziomie 8-12%. Natomiast w perspektywie spodziewana jest destrukcja papierowych aktywów, niczym za czasów Wielkiej Depresji, w tym przede wszystkim papierów dłużnych, a do tego drastyczny spadek siły nabywczej waluty. Jakim mądrym określeniem zostanie to nazwane przez profesorów doktorów habilitowanych nauk ekonomicznych, to nie ma to najmniejszego znaczenia.

      1. Hmm.. a jak ja wpisuje na google pkb polski to mam horyzont od 2007 a USA skyrocket, Skoro tam jest recesja od tylu lat to ja powinienem tutaj w malutkiej Polsce chleba szukać po śmietnikach. Coś mi się nie zgadza.
        Niektórzy twierdzą, że to przez zafałszowane wskaźniki, ale takie tłumaczenie do mnie nie dociera bo ja chleba nie szukam po śmietnikach (naprawdę!)

  17. Cześć
    Nie będę ukrywał ale po przeczytaniu tego artykułu nie mogę zebrać myśli mało tego mam problem ze snem. Czysto hipotetycznie postawiłem się po stronie faktu dokonanego, założyłem że jeden ze scenariuszy właśnie się wydarzył i nie będę roztrząsał który nie ma to znaczenia. 97 % utraty wartości dolara to 97% utraty wartości wszystkich walut czy ktoś może mi bliżej wyjaśnić jakie to ma skutki globalne jak świat będzie wyglądał przez ten okres? Świat nie znosi próżni jakiś substytut na okres tej paniki musi zostać wdrożony tak? Czy po prostu ten kto się nie zabezpieczył fizycznym złotem jest skazany na armagedon? I czy w takim wypadku można być sprytniejszym i w przypadku tak wielkiej dewaluacji środka płatniczego jaki znamy obecnie można po prostu zaciągnąć kredyt i zakupić złoto? Kredyt zostanie zdewaluowany przy czym wartość złota będzie 30 krotnie większa prosty rachunek. Dobrze myślę ? A może ktoś zechce wyprostować mój tok myślenia.
    Pozdrawiam Autora

    1. Figuratywny przykład liczby 97% dotyczy utraty siły nabywczej papierowych aktywów (waluty, akcje, obligacje) względem realnego pieniądza, a nie względem bułek i mleka. Sęk w tym, że rewaluacja złota jest jedynym wyjściem centralnych bankowców na wskrzeszenie systemu, który nie pociąga za sobą drastycznych skutków ekonomicznych. Wzrost cen przyjdzie z czasem, jako oznaka akomodacji wartości papieru do nowej rzeczywistości, na wypadek czego jednak oszczędzający w realnym pieniądzu będą dobrze ubezpieczeni. Nim jednak do tego dojdzie, spodziewać można byłoby się pewnych przejściowych „trudności”, w tym również dla podmiotów uwikłanych w kredyty. Jak to będzie natomiast w szczegółach przebiegać i w jakiej dokładnie kolejności? Autsajder nie ma bladego pojęcia, więc dla świętego spokoju odsyła do zakładki „O autorze” pkt 7. Złoto bowiem nie powinno być traktowane jako przedmiot spekulacji na zasadzie „kupię za gotówkę, by później sprzedać za większą gotówkę”, gdyż ono samo stanowić będzie pieniądz, za który w Nowym Paradygmacie będzie się nabywać takie aktywa, które każdy kupujący uzna za wartościowe.

      Bezsenne noce to ostatnia rzecz, którą Autsajder życzyłby Czytelnikom. Wręcz przeciwnie, najlepszym rozwiązaniem na chwilę obecną to rurka z kremem i drzemka na kocyku w parku w leniwe świąteczne popołudnie.

      1. „Rewaulacja złota nie poniesie za sobą drastycznych zmian ekonomicznych”
        Sam autor wspominał że ilość złota jest barometrem zdrowej gospodarki. Idąc dalej tym tokiem myślenia po ujawnieniu realnej inflacji i wysłaniu wartośći prawdziwego pieniądza to the Moon względem walut obecnych nikt nie będzie oddawać bułek za obowiązującą nominalną wartość papieru. Załóżmy że dochodzi do short squzee gdzie za 1 uncje musimy zapłacić 30 krotność dzisiejszej ceny to za tydzień nikt mi nie sprzeda bułek po starej cenie.

    2. Ja tam się nie znam tak jak Szefo tej strony, ale jak piszesz, że utrata siły nabywczej $ o 97% oznacza to samo w stosunku do innych walut, to niestety, nie mogę się zgodzić z tym stwierdzeniem. Byłoby tak, jak piszesz, gdyby pozostałe waluty miały stały PEG do $ w stosunku 1:1. A przecież 1$ nie kosztuje 1 PLN, lub 1 rubel, lub 1 yuan. Pomnóż sobie te 97% jeszcze przez kurs. Wtedy będziesz znacznie bliżej prawdy.

  18. Jeśli miałoby do tego dojść – a wszystko wskazuje, że idziemy w tym kierunku – to klasa średnia (która jest solą w oku dla rządzących światem bandytów) zostanie wreszcie znokautowana „max” dwiema decyzjami finansowo-politycznymi:
    1. Pierwsza decyzja to będzie prawy prosty – efekt: lekkie oszołomienie;
    2. Druga decyzja to dolny sierpowy na szczękę – efekt: padnięcie na dechy.
    Kto będzie miał w zapasie trochę Au i Ag, ten wstanie na ringu o własnych siłach, kto nie – tego wyniosą.
    O wszystko obwini się oczywiście „niewidzialną rękę wolnego rynku” , amerykańską stonkę i ukraiński pomór dzików. Pospólstwo ma już taki poziom odmóżdżenia propagandą tv, że uwierzą w to bez szemrania.

    1. Autorzy kilku komentarzy upatrują rzekomego zbytniego pesymizmu wyzierającego z tekstu, choć to właśnie tym komentarzom można byłoby ów pesymizm przypisać. Co prawda okres przejściowy krótkoterminowo będzie objawiał się poważnymi problemami, które tym bardziej dotkną społeczeństwa szczególnie uzależnione od obecnego systemu, jednak Nowy Paradygmat to świat rozwoju i nowego renesansu, w którym struktury społeczne, ekonomiczne, polityczne i geopolityczne nie będą skrępowane zatęchłą pajęczyną misternie plecioną przez Grupę Trzymającą Władzę. Myślenie w stylu „nie czeka nas nic więcej poza totalną bidą” jest modelowym symptomem myślenia kategoriami starego paradygmatu, w którym człowiekowi nie wolno było nawet powziąć takiej myśli, że świat mógłby wyglądać choć odrobinę inaczej. „Change is coming”.

      1. Nie tyle co ów wspomniany pesymizm tylko bardziej strach przed tak nagłą zmianą. Nie wątpię w wielkie zmiany, nie mam na celu w żaden sposób ujmowac wiedzy autora bądź co gorzej dyskredytować to co piszę. Zależy mi tylko aby bardziej zrozumieć to co chcę przekazać. Jak do tej pory nie poświęcałem zbyt dużej uwagi systemu monetarnemu jak i samej ekonomii dopóty nie trafiłem na tego bloga, od zawsze dociekałem prawdy w różnych aspektach życia a ten blog jest jednym który ów prawdę obnaża. Czas ucieka a nie chcę być tym który znów będzie stał na końcu kolejki.

      2. Oczywiście. Pisząc o czekającej nas biedzie, twierdzę, że jak najbardziej będzie to stan przejściowy (jak wszystko w tym iluzorycznym świecie). W tych moich wypocinach chodziło mi bardziej o to, że czas zmian w systemie globalnym zbliża się milowymi krokami. Jestem nawet w stanie założyć się o skrzynkę dobrego bimbru, że nasze pokolenie będzie świadkiem tych zmian i będzie musiało sobie poradzić w tym nowym – jak to ładnie Autsajder ujął – paradygmacie. Tylko, że społeczeństwa oczekują korzystnych zmian, a grupy trzymające władzę chcą z nas zrobić zniewolonych biorobotów. Z tych też powodów jestem obiema „rencamy i nogamy”, za powywieszaniem tych grup, na latarniach, bez sądu i bez procesu.

    1. Odpowiedź dla XYZ i t.p. i t.d.
      Nie tym razem. Dlatego, że ekonomicznie dochodzimy do ściany…..płaczu…
      Tym razem łby starej pajęczyny potoczą się po bruku, oddzielone od tułowia. A jak młoda pajeczyna podskoczy, to skończy tak samo.

  19. Mylisz się, Kmieciu. To nie może być Szczypior/Metro. Nawet taka gnida jak on nie byłaby zdolna do tego, dokonać takiej aksjomatycznej wolty o 180 stopni. Stosunek do złota, pieniędzy, w ogóle materii – był u niego zgoła odmienny. A to są pryncypia, one są raczej niezmienne. Chyba że ktoś jest tak wątłego umysłu, że zmienia poglądy jak rękawiczki. Ale Szczypior to nie była byle chorągiewka na wietrze. Pozdrowienia

  20. skąd taka cisza tu ? nikt nie podziękuje ładnie Panu Autsajderowi ? Czytając ze zrozumieniem choćby od kilku miesięcy tego bloga, można było ładnie skorzystać $ Autorze, nie zostawiaj tak teraz swoich czytelników, jak skomentujesz ostatni rajd ? Iran to podpucha na wakacje ? Chiny wyruszyły na zakupy i już z tej drogi nie zejdą ? grupa trzymająca władze jest już wystarczająco zapakowana, czy teraz czas zgolenia tych co weszli na górce, zjazd a potem BUM i to the moon ? a może jednak dużo burz w szklance wody, gawiedź zajmować LGBT i innymi bzdetami a sami ziarnko do ziarnka, aż reszta przeminie „jak łzy w deszczu”.

    1. Jestem za powolnym resetem systemu, oczywiście na naszą zgubę. Nagle nic nie zrobią, bo mogłoby dojść do zząbionej populacji lemingów kto naprawdę za tym stoi. Chyba, że przy okazji będą chcięli przetrzebić nieco populację lemingów, to wywołają wojnę, bez oglądania się na konsekwencje. Na dziś jednak oni chcą być niewidzialni dla nas. My mamy NIE ZNAĆ NAZWISK. Poza tym syndrom „gotowanej żaby” na społeczeństwach sprawdził się już w historii wielokrotnie. Tak jest po prostu decydentom-lucyferianom wygodniej, łatwiej i bezpieczniej. Poza tym, można ten proces kontrolować (tak im się wydaje). Złoto i srebro będzie więc szło w górę, ale nie w charakterze świec pionowych wysokości Pałacu im. tow. stalina. Będą boczniaki, korekty, chwilowe spadki. Tak żeby podrażnić inwestorów i spekulantów i poudawać do kamer, że „to nie my, to rynek”. A wielcy władcy-lucyferyczny pomiot – no cóż , oni od zawsze są zapakowani, ale tylko w doczesność.

    2. Autsajder nie komentował, nie komentuje i nie będzie komentować zmian papierowej wyceny żółtego metalu dopóty, dopóki Wschód nie zakończy drenażu zachodniego metalu po taniości. Wtedy dopiero zmiany będą cokolwiek warte wspomnienia. Tymczasem Autsajder nie zamierza katować Czytelników komentarzami w stylu „cena złota osiągnęła poziom najwyższy od czwartkowego popołudnia i jeśli do przyszłej środy osiągnie poziom fibo minus trzy pierwiastki z dwóch, po czym obroni poziom wsparcia wywindowany jakimiś tam kanałami schodząco-wschodzącymi, to oczekujemy, że do 17 września cena przekroczy 1476,35$ za uncję” , bo to nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Zresztą, poważnych analityków, komentatorów, traderów czy innych spekulantów wygadujących takie rzeczy jest na pęczki, więc nic, tylko przebierać, wybierać.

      Inwazja na Iran skutkowałaby poważnymi konsekwencjami, co odczuliby również sami obywatele US. Z kolei wizerunkowy blamaż to coś, na co niezwyciężona armia US nie mogłaby sobie pozwolić. Z tego samego względu odstąpiono od wojennych planów względem Korei Płn., kiedy to Chiny, przy wsparciu Rosji, dały jasno do zrozumienia, że w razie jednostronnego ataku ze strony US, zatopią całą ich flotę na Morzu Południowochińskim.

      Chiny działają według planów skrojonych na dziesięciolecia i konsekwentnie robią zakupy już od bardzo dawna. Grupa Trzymająca Władzę natomiast od paru lat jest już w odwrocie, z kolei powracający standard złota to jak osinowy kołek na tych wampirów.

  21. @Autsaider
    A co Pan myśli o srebrze, jego aktualnej wycenie, popycie, podaży, perspektywach , na najbliższe lata ? Chętnie poczytam taka analizę na wzór zlota, może osobny artykuł? 🙂

    1. Jeśli wycena żółtego metalu jest żartem, to wycena białego metalu jest żartem absolutnym. Czasem natrafić można na jakieś komentarze, wedle których cena srebra nie zmieni się dopóty, dopóki na scenę znów nie wejdą jacyś nowi bracia Hunt. Nie należy sobie jednak zaprzątać głowy takimi uwagami, mając w świadomości, że JP Morguen to tacy bracia Hunt razy 7, czy 8. Pozostaje jedynie pytanie, w czyim imieniu ów metal jest gromadzony. Być może odbywa się to na polecenie rządu US działającego z polecenia Pekinu, ale są to czyste spekulacje, więc nie ma co jeszcze bardziej drążyć tematu.

      Zarówno biały jak i żółty metal w perspektywie mają stanowić środki do przechowywania oszczędności (store of wealth), ich spodziewana względna wycena to minimum 1:25, choć bardziej jednak 1:20, czy 1:15, bez względu na to jaką wartość będzie wtedy miało złoto. Kto wie, czy w post-petrodolarowym i post-petrolowym świecie nie zobaczy się 1:1, ale takie rzeczy to już tylko wróżki mogą wiedzieć.

  22. A co z platyną? Stosunek platyna/złoto poza ostatnimi dniami osiągał historyczne dna. Nie wydaje mi się, że w dłuższej perspektywie dieselgate czy nawet odejście od samochodów spalinowych miało trzymać tak niskie ceny. W końcu mówimy o metalu, którego się wydobywa 15x mniej niż złota, którego braki będziemy bardziej odczuwać w przyszłości.

    Złota nie braknie, mamy zapasy w skarbcach na ponad 60 lat. Srebro jednak przoduje jeśli chodzi o ryzyko po prostu wyczerpania zasobów.

    1. Poprawka: stosunek platyna/złoto osiągał historyczne dna, kiedy platynę wykorzystywano do podrabiania srebrnych monet.
      W środowisku hamującej gospodarki i deprecjacji papierowego pieniądza metale monetarne mają znacznie większą przewagę nad metalami przemysłowymi, choć nie da się w stu procentach wykluczyć możliwości uwzględnienia platyny w ramach nowego systemu monetarnego. Na chwilę obecną jednak, papierowa wycena platyny doświadcza tego samego co innych metali szlachetnych. Natomiast posmak tego, jak bardzo papier fałszuje rzeczywistość (gold futures, platinum futures, etc.), widać choćby na przykładzie fizycznego rodu, metalu czysto przemysłowego, którego cena gwałtownie rośnie i to pomimo zwijającej się gospodarki:
      https://www.investing.com/etfs/db-physical-rhodium-etc
      Wniosek: na jakikolwiek metal byśmy nie spojrzeli, jego wartość zawsze będzie większa niż celulozy.

    1. Czy chodzi tu o wyimaginowaną wojnę US z którymś z wierzycieli?
      Chiny, wbrew temu co się uważa, nie są już największym wierzycielem US i wojna o umorzenie resztek długu nie byłaby warta świeczki. Poza tym pociągałoby to utratę floty US w rejonie, więc wizerunkowo skutki byłyby wręcz horrendalne.
      Wojna z Japonią? Przez dziesięciolecia Japończycy pracowali w pocie czoła, by swoje oszczędności i nadwyżki z eksportu przeznaczać na wspieranie kompleksu UST, więc zrzucenie kolejnych bomb atomowych na japońskie głowy nie miałoby sensu.
      Wojna z Wielką Brytanią, Niemcami i Francją? Absurd.
      Rosja nie posiada już amerykańskich papierów dłużnych, więc pomijamy.
      W tej łamigłówce do rozwiązania pozostaje jedynie amerykański wielobilionowy dług wdzięczności względem Arabów, ale o tym to może innym razem…

      Wojna nigdy nie anuluje długów, a zawsze generuje koszty. Wszak jeśli pozabijamy wszystkich wokoło, to od kogo będziemy pożyczać pieniądze na utrzymanie armii?

      1. Wojna daje możliwość resetu długu przez hiperinflację. Zawsze można zrzucić winę na jakiś „obcych” + zarządzanie strachem i ludzie nawet nie zaprotestują zbytnio jak im się zredukuje siłę nabywczą wszystkiego co mają RORach, lokatach i ukryte gdzieś w papierze o kilka rzędów wielkości.
        Problemem jest cały system polityczny, w którym to politycy dla kolejnych 4 lat rządów posuną się do każdego obrzydlistwa.

      2. Do zrujnowania waluty nie potrzeba nowych wojen; w zupełności wystarczą dziesięciolecia rozpasanych deficytów budżetowych finansujących stare wojny.
        Hiperinflacja to nie jest coś, co dokonuje się za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, na zasadzie: „włączmy hiperinflację i wykasujmy sobie dług”. Po rewaluacji złota i dodatkowej dewaluacji dolara względem innych walut dług zagraniczny wciąż pozostanie, ale tańsza waluta umożliwi napływ świeżego kapitału, z pomocą którego będzie można odbudować gospodarkę i odpracować zaciągnięte wcześniej długi. Tyle, że przez jakiś czas zamiast jeździć nowymi mercedesami czy mazdami, Amerykanie będą musieli zadowolić się swoimi używanymi chevroletami i fordami, bo na nowe zagraniczne fury nie będzie ich stać.

  23. Kolejny fantastyczny tekst. przeczytałem już trzeci raz:)
    Zastanawiam się czy możliwa jest opcja w której nowym złotem zostanie któraś z kryptowalut? Może facebookowa?

    1. Złoto nie potrzebuje żadnego substytutu. Niemniej jednak, kolejne generacje kryptowalut opartych o złoto w zamierzeniu mają stanowić przyszły system transakcyjny i rozliczeniowy, co zawczasu komunikuje już Bank Rosji:

      Jeśli natomiast chodzi o walutę facebookową, Autsajder pozwoli sobie zacytować nieśmiertelne słowa samego Marka Zuckerberga: „They ‚trust me’. Dumb fucks.”

  24. Ze złotem, Szanowny Outsiderze, problem leży w kontraktach.
    Dokąd Grupa Trzymająca Władzę i Pociągająca Za Sznurki może ‚wklikiwać’ dowolną ilość kontraktów za ‚wklikiwane’ dolary – dotąd prawdziwego rynku handlu złotem nie będzie.
    Gdybym miał możność ze swojego laptopa słać za darmo nieskończoną ilość kontraktów futures na złoto w rynek, sam kreowałbym hossy, bessy i trzymał w garści cenę fizycznego kruszcu.

    Dokąd Grupa nie stwierdzi „ok, uwalniamy cenę złota” dotąd należy mieć na uwadze raczej trend boczny na AU. Kanał szerszy czy węższy, amplituda skoków mniejsza czy większa – ale typowy boczniak. Oczywiści mając na uwadze, że gdzieś ktoś wywoła mniejszą lub większą awanturę militarną – co zawsze ma niekontrolowany (przynajmniej na początku) wpływ na ruch cen złota.

    I pisz ! Pisza Szanowny Autorze – bo całkiem elegancko Ci to wychodzi.

    Z pozdrowieniami,
    J.

  25. jedna uwaga – mamy 21 wiek i PO CO przetapiać sztaby skoro mamy dp syspozjycji cały arsenał innych środków ?
    Przecież sprawdzić jednorodność bryły można metodami fizyko-chemicznymi i przetapiać ( a w zasadzie od razu reklamować ) tylko w wypadku stwierdzenia takich niejednorodności prawda !?! – no chyba że przetapianie jest tańsze ??!!!?

  26. A jakby zamiast złota użyć bictoina (lub grupy wielu krypto)? Skupywać go (je) obecnie a następnie kilka newsów, dopuszczenie ETFów, dodruk tetherów (kosmiczny poziom, wszystko zrzucamy na koniec na jedną spółkę, lata w sądach na Malcie, aż wszyscy zapomną o co chodzi) -> wynosimy w kosmos coś co już posiadamy i sprzedajemy publice i funduszom publiki. Złoto jest jednak surowcem przemysłowym, jego wzrost pociągnie srebro (i platynę i pallad) które jest jeszcze bardziej używane w przemyśle, a to może doprowadzić do ciężko powiedzieć czego (utrata panowania nad gospodarką w zakręcie, w deszczu i w nocy z gołoledzią, nad urwiskiem?). A takie krypto to wirtualne cyferki, upadną firmy obracające nimi, a ludzie jak już potracą na tym majątki to będą prosić o większą kontrolę lub wręcz zabicie tego czegoś, dwie pieczenie na jednym długu.

    Może jakiś krótki wpis o tym co autor myśli o krypto? Jest to bańka ale jednak może dużo zmienić w życiu zwykłego człowieka (blockchain: Estonia prawo, zastąpienie notariuszy, giełd, nieruchomości, Libra chce stworzyć wirtualną tożsamość czyli skatalogować każdego człowieka w dłuż i szerz).

    Blog jakościowo wysoki, dający do myślenia, opozycja do codziennej papki z mediów.

    1. Zob. komentarz pod komentarzem Czytelnika o ksywce „John” .

      W swojej obecnej postaci, kryptowaluty pierwszej generacji jawią się jako zwykłe narzędzie spekulacji do generowania papierowych profitów. Na krótką metę, jako środek transakcyjny ich zaleta jest jednak nie do przecenienia, ale to nie na nich budowane będą przyszłe systemy rozliczeniowe.
      Sama technologia blockchain jest wynalazkiem rewolucyjnym i zostaje z nami na dobre. Podobnie jak swojego czasu internet, mimo że bańka internetowa pękła z hukiem przed niemal dwudziestu laty i całe mnóstwo spółek .com zostało ewaporowanych. Przedstawiając na sposób obrazkowy:
      https://businessoutsiderpl.wordpress.com/2018/11/15/hodl/

  27. Autsajer. Fajnie się czyta i z wieloma stwierdzeniami się zgadzam. Czy możesz spróbować wytłumaczyć dlaczego jakiś krezus nie próbuje fizycznie skupić większej ilości kopalni złota i po prostu zaprzestać podaży? To zakładam znacznie przyspieszyłoby windowanie ceny złota – albo byłby to dobry sygnał „sprawdzam”. Jeżeli bowiem złoto jest mocno niedowartościowane i koszty wydobycia stanowią tylko jego część – wydawałoby sie iz to najwłaściwsze posunięcie obcnie

    1. Niektórzy producenci srebra rzeczywiście zaprzestali częściowo sprzedaży metalu po obecnej cenie, co i tak nic nie zmieniło. W ostateczności takich delikwentów można się brutalnie pozbyć. Wschód jest gotowy na nowy system, co wcale nie znaczy, że na siłę chce doprowadzić do urealnienia ceny. Zresztą, po co by miał, skoro najwyraźniej wciąż może ciągnąć metal z Zachodu za drobne?

  28. Jak zawsze bardzo interesujący felieton. Bankierzy ostro knują coś ze złotem ale zabieg remonetyzacji Au nie będzie skuteczny bez ogólnoświatowego rozporządzenia 6102 obejmującego (a może nawet likwidującego) papierowe złoto. Bez tego wiele banków komercyjnych padnie albo nic nie zyska na operacji (vide rok 2012 kiedy w czasie hossy Au banki ze Szwajcarii wysyłały klientom pisma o braku możliwości zwrotu zdeponowanego fizycznego złota a wypłacie jego równowartości w papierze). Bólem banksterki ze złotem jest jeszcze jego korelacja ze srebrem i (mniejsza ale jednak) z platynowcami a srebro to już nie sztabki w skarbcach i pierścionki na palcach a głównie przemysł i wiadomo jak na gospodarkę mogłaby zadziałać nagła podwyżka cen surowca. Przepraszam za chaotyczność ale nocka zarwana. Pozdrowienia
    P.S.Nie dalej jak dwa-trzy tygodnie temu trafiłem na wzmiankę projektu ustawy PE o ograniczeniu anonimowego zakupu złota do kwoty bodajże 1500€ (miałaby wejść w życie już w 2020).

    1. Pełna zgoda co do tego, że papierowe rynki zostaną wymiecione. Z kolei wzrost cen białego metalu niekoniecznie musi być aż taką tragedią dla przemysłu, wszak samego metalu używa się w śladowych ilościach na dany produkt. Weźmy choćby taki smartfon, w którym siedzi gram srebra za cenę 1$. Przy wywindowaniu ceny metalu, koszt surowca na smartfon wzrośnie dajmy na to do 50$, czego producent z własnej kieszeni rzecz jasna nie będzie chciał pokrywać, więc zapłaci za to konsument, dla którego w zasadzie nie ma większego znaczenia, czy kupuje produkt za 1250$, czy za 1299$. Różnica jakaś tam jest, ale tragedii nie ma.

      PS. Dla odmiany Wschód ograniczenia znosi:
      https://www.reuters.com/article/russia-finance-gold/russia-may-cancel-vat-on-gold-investments-from-2020-idUSL8N23W4HY

      1. Cena metalu to jak zauważyłeś mały kłopot nie wiem czy pamiętasz rok 2000 i białego misia kiszącego pallad oraz dalekowschodnie koncerny motoryzacyjne ograniczające z tego powodu produkcję ?
        A co do Au to cena zakupu z VAT czy bez VAT też mało istotna jeżeli tylko smutni panowie wiedzą pod jaki adres mają jechać

  29. Póki cena precious metal jest ustalana na COMEXIE nie ma co marzyć o powrocie do std złota i realnej cenie kruszców w celulozowych miernikach. Ale jest też druga strona medalu – w dalszym ciągu trwa promocja na zakup np. bulionu.

    https://www.justice.gov/opa/pr/merrill-lynch-commodities-inc-enters-corporate-resolution-and-agrees-pay-25-million

    BTW czy to przypadek, że cena złota i srebra porusza się w sposób zsynchronizowany do pozycji zajmowanych
    przez Managed Money?

  30. Zaraz, zaraz. Czy dzisiejsza wartość złota nie jest niższa niż ta tuż przed odejściem od parytetu złota? Kalkulator inflacyjny pokazuje, że ówczesna 300$ to 2000$ dzisiaj. Czyż zatem jak wtedy Francuzi przeliczyli to sobie i doszli do wniosku, że złote złoto jest ciutkę pewniejsze niż zielone złoto, tak i dzisiaj robią to Chinczycy?

    Czasem człowiek patrzy na wykres i mówi „gdybym tylko mógł wtedy to kupić”, a tu się okazuje, że sytuacja jest jeszcze lepsza, a ludzie dalej śpią.

  31. Witam wszystkich. Bardzo interesujące podejście w kontekście globalny reset i walizka pieniędzy w kolejce po chleb, druga na wszelki wypadek w bagażniku samochodu jakby zabrakło.
    Jestem dość pragmatyczny w działaniu dlatego staram się podchodzić do tematu realnie.
    Co lepiej kupić złoto inwestycyjne i czy srebro inwestycyjne? W kontekście dnia codziennego wydaje się lepszym posiadanie srebra inwestycyjnego, bowiem wartość jednej uncji jest dość niska tym samym unikamy stwierdzenia nie mam drobnych aby wydać. Jest jeszcze inny aspekt przeważający szalę na korzyść srebra. W moim przekonaniu istotniejszy niż brak reszty aby wydać. Zakładając czysto hipotetycznie że mamy 2×10000$ na zbyciu i inwestujemy wspomniane w tej samej jednostce czasu w złoto i srebro po całości. Jak łatwo sprawdzić biorąc dwie takie samy daty kupna i sprzedaży lepiej wyjdziemy na srebrnej niż złotej transakcji. Około 2-2,5 razy lepszy zarobek na srebrze niż złocie. W moim przekonaniu srebro jest o wiele mocniej niedowartościowane niż złoto. Być może z powodu że nie bez przyczyny przypięto mu łatkę metalu technicznego. W przypadku sytuacji ratuj się kto może wielkość zarobku w stosunku do złota może jeszcze bardziej przesunąć się na korzyść srebra. Niebezpieczeństwem jest jedynie to że zwyczajowo mówi się że złoto to bezpieczna przystań. Srebro natomiast trochę traktowane jest per noga, nie obrażając nikogo.

    Nie należy zapominać o mankamentach posiadania fizyka będąc w sytuacji konieczności salwowania się do oazy spokoju z kraju ogarniętego chaosem. Właściwie droga lotnicza opada. Złoto waży, srebro jeszcze bardziej. Z pewnością monety wzbudzą podejrzenia nie wspominając o sztabkach. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem przychodzącym mi do głowy to zmagazynowanie lwiej części majątku gdzieś w środowisku naturalnym w czasie bezksiężycowej nocy.

    Istnieje jeszcze inne rozwiązanie. Są nim diamenty. Lekkie, niepozorne, niewykrywalne na bramkach lotniczych. Każdy diament jest oznakowany unikalnym numerem metodą laserową, tak więc nawet jeśli nie mamy dołączonego doń certyfikatu na papierze to i tak znajduje się on w rejestrach cyfrowych. Ważnym jest aby nie kupować diamentów z dziwnych źródeł bez certyfikatów.

    Pozdrawiam Wszystkich
    Składam równocześnie podziękowania Autorowi za wyczerpujące podejście do tematu kryzysoarmagedonu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s