Deutsche Gang Bank. Część 2. – Dollar, Dollar über alles

Nie można zrozumieć zasad dzisiejszego świata* nie przeczytawszy obowiązkowej pozycji pt. Nineteen Eighty-Four** (pol. Rok 1984), dlatego też zanim wrócimy do sprawy ostatecznego rozwiązania kwestii Deutsche Banku (niem. die Endlösung der Deutschebankfrage), cofnąć się musimy aż do roku narodzin samego George’a Orwella. Wszak skoro dzisiejsza nowomowa (ang. newspeak, lub krótko news) serwisów informacyjnych głównego ścieku nie stanowi rzetelnego źródła informacji, to cóż dopiero powiedzieć o historiografii.

Na długo przed wojnami światowymi, podczas których państwo niemieckie dwukrotnie stanęło po niewłaściwej stronie historii, w 1903 roku, czyli całe 10 lat przed założeniem FEDu, w Nowym Jorku powstaje bankowy trust, którego nazwa odzwierciedla dokładnie tę jego funkcję: Bankers Trust. Od samego początku, znajdujący się pod pełną kontrolą starego Morgana, nie dość, że sam jest również bankiem, to również pełni funkcję „banku banków” dla wielu bankowych instytucji zarówno stanowych jak i krajowych. Już parę lat później przy okazji paniki bankowej roku 1907, jakoś tak się dziwnie składa, że kiedy to inne trusty wiły się w konwulsjach, Bankers Trust swój egzamin dojrzałości zdaje śpiewająco, przy wydatnej pomocy starego Morgana, który niczym rzymski cesarz na arenie paluszkiem wskazuje komu należy ocalić życie, a komu należy uciąć łeb. Tym samym Bankers Trust szybko staje się liderem wśród trustów i pierwszoplanową instytucją na Wall Street. Po umocnieniu swojej pozycji, pierwszy jego prezydent zostaje zastąpiony przez swojego zięcia, który z kolei zaraz po utworzeniu Systemu Rezerwy Federalnej zasiada w fotelu prezesa FRBNY. Niby szczegół, ale zawsze warto mieć na uwadze osobistości, których „wszędzie pełno”.

Mijają dziesięciolecia, aż w końcu nadchodzą magiczne lata ’60, w czasie których Imperium Wolności Wielkiego Brata zostaje gruntownie zredefiniowane. Po czystkach w partii, Ministerstwo Miłości (news. Miniluv) zabiera się za ewaporowanie całego mnóstwa ekstremistów pokroju Lee Harvey Oswalda, Ministerstwo Obfitości (news. Miniplenty) doprowadza do eskalacji Wojny z Ubóstwem, z kolei Ministerstwo Pokoju (news. Minipax) nie chcąc być gorsze, doprowadza do eskalacji Wojny o Pokój. Nietrudno przewidzieć, że nie będzie trzeba długo czekać, aż takie działania zrujnują budżet i już w sierpniu 1971 roku zostaje ogłoszone de facto bankructwo. Starsi i mądrzejsi ani myślą jednak o porażce i zaraz zabierają się za instalację nowego systemu monetarnego, tak iż wkrótce konstytuuje się standard czarnego złota, którego NIEODŁĄCZNĄ częścią będą rosnące deficyty budżetowe i rosnący deficyt handlu zagranicznego, a dodatkowym efektem ubocznym deindustrializacja gospodarki. Pozwoli to co prawda na utrzymanie dolara jako waluty światowych rezerw przez kolejne dziesięciolecia, jednak skutkiem tego całego przedsięwzięcia będzie zerodowanie bazy kapitałowej w szerokim zakresie systemu bankowego. Tym samym ponownie nietrudno przewidzieć, że takie działania doprowadzą do ruiny nawet najpotężniejszą gospodarkę, a kolejne dziesięciolecia upłyną pod znakiem zarządzania coraz to większymi kryzysami, przy których rynki finansowe nie przetrwają bez ciągłych zakulisowych interwencji.

Departament Skarbu US pierwsze swoje działania w zakresie szminkowania długu federalnego przy pomocy instrumentów pochodnych przeprowadza już w latach ’60, natomiast patchowanie (ang. to patch) tudzież sztukowanie (niem. stückeln) sektora bankowego z pomocą ezoterycznych instrumentów finansowych niebawem stanie się siłą przewodnią całego finansowego przemysłu sekurytyzacji i wszelkich strukturyzowanych instrumentów finansowych. Ekstrawaganckie pomysły wynalazców i eksperymentatorów z Departamentu Skarbu muszą jednak znaleźć chętnych nabywców, więc już niedługo później Bankers Trust staje się jednym z głównych brokerów papierów Ginnie Mae, z pomysłów którego już niedługo Fannie i Freddie czerpać będą pełnymi garściami. Syntetyczno-psychodeliczna epoka trwa w najlepsze i już z początkiem lat ’80 inżynierowie finansowi na występach wyjazdowych w Kanadzie tworzą nowe bankowe instrumenty finansowe pozwalające obejść odgórnie narzucone ograniczenia kapitałowe. Użyteczność swapów stopy procentowej bardzo szybko zostaje dostrzeżona przez fachowców z Wall Street i jeszcze zanim w późniejszych latach zaprzęgnięte zostaną do „wyższych celów” (pol. sztucznego obniżania rentowności obligacji US), pionierzy z Bankers Trust znajdą dla nich zastosowanie na polu zarządzania ryzykiem i zobowiązaniami, stając się tym samym niekwestionowanym liderem branży i oczkiem w głowie swoich zwierzchników z Departamentu Skarbu. Z kolei pupile systemu zawsze mogą liczyć na specjalne traktowanie, toteż z myślą o świetlanej przyszłości, w kwietniu 1987 roku trójka wspaniałych: Bankers Trust, JP Morguen i Citicorpse, spuszczona zostaje z łańcucha Ustawy Bankowej roku 1933, co jeszcze owocniej pozwoli rozplenić finansowe nowinkarstwo. Dzięki temu, w tych nowo tworzonych finansowych supermarketach, Departament Skarbu US będzie wyjątkowo często i obficie robić stosowne zakupy. Nie jest również dziełem przypadku fakt, iż dynamiczny rozwój „innowacyjności” finansowych produktów zbiegł się w czasie z wyeksportowaniem bazy przemysłowej, które ruszyło pełną parą właśnie w latach ’80. Tym samym pod koniec dekady Bankers Trust, zarzuciwszy całkowicie tradycyjnie rozumianą bankowość na rzecz handlu ezoterycznymi instrumentami finansowymi i zarządzania ryzykiem, wyrasta na lidera bankowej innowacyjności, ciesząc się uznaniem wszystkich anglosaskich bankowców.

Zupełnie innymi kategoriami myślą natomiast germańscy bankowcy, którzy w 1979 roku instalują w Nowym Jorku swój niezatapialny okręt flagowy w postaci Deutsche Banku. Sama jego nazwa miała wskazywać na solidność i rzetelność niemieckiej przedsiębiorczości, jak również na sprawne zarządzanie kapitałem wspierającym niemiecki przemysł, handel, germański rynek mieszkaniowy i może jeszcze jakieś tam drobne geszefciarstwo. W oczach nowojorskich finansistów te ideały wydają się altmodisch i wśród niezbyt dobrze wyedukowanych językowo Amerykanów, mało znaczący podówczas bank przez lata jest określany żartobliwie „Douche Bank” , tudzież „Douchebag” (pol. „dupek” ). Mijają lata, sprawy światowe nieco przyspieszają, za Żelazną Kurtyną pierwsi sekretarze demoludów z lokalnymi bezpieczniakami skwapliwie przygotowują scenariusze spontanicznych wydarzeń transformacji ustrojowych, w końcu w listopadzie 1989 roku pada Mur Berliński (niem. Berliner Mauer, a.k.a. antifaschistischer Schutzwall) i dla wszystkich staje się jasne, że ustrój, jakiego świat nie widział, jest skończony.

Bankowcy zawsze trzymają rękę na pulsie i doskonale rozumieją, że oto otwierają się przed nimi nowe możliwości. Zdaje sobie też z tego sprawę ówczesny prezes Deutsche Banku Alfred Herrhausen, który już parę lat wcześniej wśród bankowców anglosaskich, jak również wśród swojej krajowej konkurencji, wywołuje konsternację swoją wizją bankowości, która w założeniu ma służyć m.in. rozwojowi i finansowemu wsparciu gospodarek niedorozwiniętych, co miało się zrealizować przez częściową redukcję ich zadłużenia. 4 grudnia 1989 roku swoje pomysły zakładające plany pomocy industrializacji Polski i krajów sąsiednich przy wspomożeniu specjalnie w tym celu utworzonego banku rozwoju docelowo ulokowanego w Warszawie, przedstawić miał swoim kolegom po fachu na konferencji w Nowym Jorku. Finansowi funkcjonariusze orwellowskiej Oceanii wnet jednak dostrzegają u prezesa DB zalążki myślozbrodni i już kombinują jak by tu ewaporować tego szalonego delikwenta, wszak zachodnia bankowość w ich rozumieniu służyć powinna „wyższym celom”, a nie jakimś tam ludziom niższej kategorii. Tak się jednak szczęśliwie dla anglosaskich bankowców złożyło, że wcale nie muszą oni spiskować i czekać na to, aż Herrhausenowi powinie się noga, gdyż na kilka dni przed wizytą w Nowym Jorku w wyniku „zamachu terrorystycznego” owa noga zostaje rozerwana na strzępy i prezes Deutsche Banku wykrwawia się na śmierć, i tym samym całej tej jego obłąkańczej filozofii bankowości zostaje ukręcony łeb.

Model biznesowy Herrhausena nie wypalił, więc czym prędzej zapominamy o nieszczęsnym nieudaczniku i powracamy do szarej codzienności w Imperium Wolności. Rzut okiem na koniec lat ’70: inflacja szaleje, FED podnosi stopę dyskontową pod niebiosa i tysiące kas oszczędnościowo-pożyczkowych (S&L) udzielających wcześniej długoterminowych pożyczek na relatywnie niski procent wpada w imadło negative carry i już parę lat później, nie wytrzymując tego eksperymentu, kroczy ku upadkowi. Niektórym jednak trudno pogodzić się z porażką i na siłę zaczynają rozglądać się za jakimiś papierami bezwartościowymi o odpowiednio wysokiej stopie zwrotu, dzięki którym będzie można podreperować bilanse księgowe. Z kolei szajsterów sprzedających takie murowane papiery nigdy nie brak i już w 1987 roku „król śmieci” (ang. „junk bond king” ) konstruuje pierwszy CDO, który niedługo później wydatnie przyczyni się do zatopienia pierwszej ofiary w postaci Imperial Savings. Ma się rozumieć, że firma śmieciowego króla nie poprzestanie tylko na odosobnionej transakcji określanej później mianej „wyrafinowanego oszustwa”. Owe poletko doświadczalne jest również kuźnią wybitnych talentów, którzy wyćwiczywszy się w konstruowaniu i sprzedaży śmieci, w 1987 roku jednym susem wskakują na fotel CFO w AIG Financial Products, by już po 10 latach zająć się kupnem hurtowym niemalże dokładnie tych samych produktów konstruowanych przez fachowców z JP Morguen, by po kolejnych 10 latach z hukiem wylecieć za to z roboty.

Ma się jednak rozumieć, że federalni nie przymykają oczu na te szemrane interesy z wykorzystaniem instrumentów CDO. Przeciwnie, bacznie się temu przyglądają i na bieżąco wyciągają wnioski, kombinując przy tym, jak można byłoby usprawnić jeszcze cały ten proces. A nie czynią tego bez powodu, jako że na skutek kryzysu S&L, w 1989 roku powołana do istnienia zostaje rządowa agenda Resolution Trust Corporation, której zadaniem będzie wyczyszczenie upadłych kas S&L i przeniesienie niezaksięgowanych strat na wszystkich naiwnych inwestorów, którzy zawsze chętni są do kupowania papierów gwarantowanych przez rząd. Śledząc ten cyrk od samego początku widać zatem wyraźnie, że problemy wynikłe z nieodpowiedzialnej polityki fiskalnej wpierw zrujnowały oszczędności milionów ludzi, a zamiatając ten problem pod dywan, amerykański rząd federalny swoimi działaniami wniósł nieoceniony wkład w rozwój machiny CDO, której soczyste owoce dojrzeją w 2008 roku. Innymi słowy, rozrost bańki na rynku nieruchomości i kredytowych instrumentów finansowych jest nie tyle przyczyną deprecjacji pieniądza, co po prostu jego symptomem. Z kolei o ile działania RTC doprowadziły do zainfekowania całego rynku kapitałowego US toksykaliami mającymi swoje źródło w długu Departamentu Skarbu, to działania fachowców z Wall Street pozwoliły z czasem na przeniesienie ryzyka na cały świat, które to problemy przez lata łatane, sztukowane, pudrowane i szminkowane wciąż czekają albo na rozwiązanie, albo na eksplozję. Tym samym Autsajder nie może wyjść z podziwu dla insiderów, którzy zagrożenia dla światowej gospodarki wynajdują nawet na egipskiej pustyni, czy też w kolumbijskiej dżungli, a nie potrafią (nie chcą? nie mogą?) zidentyfikować systemowego i pierwotnego zagrożenia wynikłego z problemów największego dłużnika na planecie.

Żarty żartami, zejdźmy na ziemię i powróćmy do Bankers Trust – największego brokera CDO i instrumentów pochodnych w latach ’90, kiedy to Felix Rohatyn bardzo trafnie określił je mianem „finansowych bomb wodorowych” . Amerykański przemysł znalazł się już za Pacyfikiem, więc jest okazja, by małe pracowite rączki azjatyckich tygrysiątek zapracowały na dobrobyt amerykańskich rynków finansowych w ramach projektu „boom/bust”, które to rynki na początku chętnie sfinansują całe przedsięwzięcie. Wysyłamy zatem przedstawicieli finansowych (ang. economic hitmen, niem. Einsatzgruppen) z naszej trójki wspaniałych do Malezji, Singapuru, Indonezji, Tajlandii, Korei, którzy na miejscu udzielają licznych pożyczek i podpisują stosowne kontrakty. Co prawda baza kapitałowa została nieco przetrzebiona w ostatnich latach i mogą pojawić się restrykcje co do ilości pożyczek, których możemy udzielić, ale znów takie niuanse pozostawimy inżynierom finansowym, którzy skonstruują odpowiednie instrumenty pozwalające na obejście wszelkich ograniczeń, dzięki czemu przepływy kapitałowe z wykorzystaniem instrumentów pochodnych będą nawet większe niż tradycyjne pożyczki. Interes się kręci, bańka pożyczkowa puchnie, aż w końcu w 1994 roku nasi koledzy podnoszą stopę Libor z poziomu 3,25% do 6,50%, dzięki czemu wszyscy frajerzy, którzy dali się nabrać na nasze swapy, zostają wyciśnięci jak cytrynki. W dalszej kolejności indeks dolara zaczyna rosnąć, eksport z azjatyckich tygrysiątek utrzymujących sztywny kurs walutowy staje się niekonkurencyjny, gospodarka nastawiona na eksport zaczyna hamować, azjatyckie tygrysiątka zaczynają dusić się z powodu kurczących się rezerw walutowych, co jest już jasnym sygnałem dla drapieżnych hedgefundów i wyrachowanych filantropów, że kapitał czym prędzej należy wyssać z tego rejonu, i z pomocą swapów walutowych zacząć obstawiać zakłady na spadek kursu lokalnych walut, które zaraz po uwolnieniu kursu względem dolara polecą na łeb na szyję.

Mają rozmach fachowcy z Bankers Trust, a i chętnych do kręcenia lodów również nie brakuje, toteż w roli doradców finansowych angażowani są w coraz to bardziej zmyślne projekty kreatywnej księgowości. Tworząc spółki specjalnego przeznaczenia i wykorzystując bezwartościowe i pozornie bezużyteczne CDO, z dodatkową pomocą paru swapów wykreowany zostaje mechanizm stwarzający legalne pozory pod odpisy podatkowe, których beneficjentem będzie nie tylko Bankers Trust, ale również nie kto inny jak sławetna spółka Enron, która wykolei się z hukiem już parę lat później.

Atmosfera z czasem jednak gęstnieje i nad Bankers Trust zaczynają gromadzić się ciemne chmury, gdy bankowi nadzorcy niższego szczebla coraz mniej przychylnym okiem patrzą na efekty działalności trustu, jak np. wyswapowanie kalifornijskiego hrabstwa Orange, spółki Gibson Greetings, czy sprawy spółki Procter & Gamble załatwionej przez put options na amerykańskie obligacje skarbowe. Jeśli natomiast Czytelnik zaczyna dostawać już zawrotów głowy, to Autsajder niniejszym sugeruje przerwę na kubek zimnej wody, a następnie podsuwa małą dygresję à propos put options, tak ażeby Czytelnik mógł zwariować do reszty (ang. mindfuck):

Załóżmy zatem, że siedzimy sobie na ciepłej posadce w zarządzie wyjątkowo skorumpowanej spółki, która pozyskuje kapitał emitując jakieś śmieciowe obligacje. Po pewnym czasie, kiedy nasi obligatariusze połapali się, że nie jesteśmy w stanie spłacić naszych zobowiązań, zaczną domagać się zapłaty coraz to większych odsetek od długu, a może i nawet zagrożą wyprzedażą naszych papierów dłużnych, czego dla świętego spokoju chcielibyśmy uniknąć. Co robimy? Najzwyczajniej w świecie sprzedajemy im ubezpieczenia na wypadek niespłacalności naszych papierów (np. put options na nasze obligacje), co kwalifikuje się oczywiście pod zwykłe oszustwo, o ile tylko jakoś tego odpowiednio nie zachachmęcimy. Ci frajerzy nie dość, że są teraz zadowoleni z faktu ubezpieczenia naszych śmieciowych papierów, to jeszcze płacą nam za to jakieś kieszonkowe. Jest jednak jeszcze lepiej: im więcej put options puścimy w rynek, tym bardziej spadnie ich cena, co dodatkowo wytworzy mylne wrażenie odnośnie rzeczywistej wartości naszych obligacji. Ba, odpowiednio nimi manipulując możemy nawet doprowadzić do obniżenia ich rentowności, krótko mówiąc, jakby nie było, zawsze jesteśmy do przodu. Zaraz zaraz, ktoś tu zaraz rzeknie, ale czy sprzedając put options sami nie wystawiamy się na jeszcze większe ryzyko? Ależ skądże! Przecież wiadomo, że naszych obligacji nigdy nie spłacimy, a kiedy już w końcu będziemy zmuszeni ogłosić bankructwo, to te ubezpieczenia, których przecież jesteśmy emitentami, siłą rzeczy same staną się funta kłaków warte. Jeśli natomiast któryś z Czytelników twierdziłby, że zarabianie na szminkowaniu własnego długu jest działaniem zbyt absurdalnym, aby mogło ono mieć miejsce w realnym świecie, to niech wie, że dokładnie takie zabiegi podejmowane są przez Departament Skarbu US za pośrednictwem FEDu, który już od dawna gorączkowo ima się każdego sposobu umożliwiającego sztuczne obniżenie kosztów obsługi niespłacalnego długu rządu federalnego US. Jeśli z kolei któryś z Czytelników oburzyłby się mówiąc, że to niemożliwe, aby mogło to mieć miejsce w realnym świecie z tego względu, że byłoby to oszustwem na globalną skalę i podminowywaniem rezerw bankowych w postaci amerykańskich obligacji skarbowych na całym świecie, to Autsajder uprzejmie sugeruje powrócić do świata kreskówek.

Wracamy do Bankers Trust, który z biegiem czasu stał się powodem samych zgryzot, obok których agencje nadzoru SEC i CFTC nie mogą już przejść obojętnie. Po wszystkich skandalach wynikłych z bankowej innowacyjności, Bankers Trust wystawiony jest niemalże na te same śmieci, co wszystkie dzisiejsze nieroztropne wielkie banki: papiery rynków wschodzących, śmiecioobligacje wysokiego ryzyka i leveraged loans. Z kolei po potężnych stratach związanych z zapaścią rosyjskich obligacji skarbowych, nikt już nie ma złudzeń co do Bankers Trust i niegdyś wychwalani pod niebiosa, z końcem roku 1998 stają się karykaturą i chłopcem do bicia wytykanym palcami przez wszystkich:

„If Wall Street needs a poster child for everything that can go wrong in a financial crisis, it doesn’t have to look much further than Bankers Trust.”

– USA Today, 23.10.1998

Lista zarzutów pod adresem Bankers Trust rośnie coraz szybciej, toteż starsi i mądrzejsi rozglądają się za wytypowaniem chętnego do przejęcia tego szamba, wszak o likwidacji mowy być nie może, gdyż przypadkiem sypnąłby się cały system współzależności, który mógłby naruszyć stabilność „projektów o znaczeniu strategicznym”. Z drugiej zaś strony, całą działalność w dziedzinie instrumentów pochodnych trzeba usunąć z pola widzenia amerykańskiego nadzoru finansowego, tak aby nie padały co chwila kłopotliwe pytania pod adresem menedżerów tego przedsięwzięcia. Koniec końców zmuszony do przejęcia tego zgniłego kukułczego jaja zostaje nie kto inny jak Deutsche Bank, który w opinii wielu jest podówczas najlepiej dokapitalizowanym bankiem na świecie i jak się wydaje będącym w stanie przełknąć ten nowotwór. W tym miejscu Autsajder, który jak wielokrotnie podkreśla nie jest tam żadnym insiderem, chciałby nadmienić, że nie ma oczywiście wglądu w to, jakie dokładnie cymelia zostały wepchnięte Deutsche Bankowi do gardła. Jeśli natomiast któryś z Czytelników byłby tego ciekaw, to stosowne pytania proszę kierować pod adresem obecnego szefa FEDu, pana Jerome’a Powella, który w swoim czasie piastował zaszczytne stanowisko dyrektora zarządzającego Bankers Trust i powinien dysponować pełną wiedzą w tej materii.

Ma się rozumieć, że to największe jak na tamte czasy przejęcie amerykańskiej spółki przez podmiot zagraniczny natrafia na przeszkody amerykańskiej legislacji, jednak odpowiednie akty prawne zostają pośpiesznie dopisane na kolanie, by umożliwić ten zaaranżowany mariaż. Noc poślubna przypada akurat na wyjątkowo burzliwy okres lat 1998/99, kiedy to świat finansów trzęsie się w posadach, przejęcia M&A następują po sobie niczym w obrębie Getout Hodlingu, bailout goni bailout do tego stopnia, że nawet brytyjski kanclerz skarbu swoją „dywersyfikacją rezerw walutowych” musi ratować z opresji chłopaków z Goldmana. Cały ów okres jest tak szalony i momentami wręcz komiczny, że Autsajder nawet nie zamierza wspominać tutaj jakiego kraju rezerwy złota odparowały przy okazji skandali towarzyszących zapaści LTCM w pamiętnym roku 1998, gdyż pan Mario Draghi, którego „wszędzie pełno”, będący wówczas dyrektorem Departamentu Skarbu Włoch, mógłby przypadkiem spalić się ze wstydu.

Po przejęciu anglosaskiego know-how, Deutsche Bank bardzo szybko zaczyna wyrastać na jednego z liderów nowoczesnej bankowości, adaptując zasady tradycji anglosaskich finansistów:

Wcześniejsze lata dały pewną nauczkę bankowcom, że swapowanie innych jest dochodowe, o ile tylko nie podkręci się śruby zbyt mocno, gdyż doprowadzenie delikwenta do upadłości bez odpowiednich zabezpieczeń może być powodem do niepotrzebnych zgryzot. Znacznie bezpieczniejsze będzie swapowanie budżetów instytucji publicznych a nawet całych miast, jako że te znacznie łatwiej uzyskają rządowe gwarancje wypłacalności. Z tego też względu na tym polu nie ma się co ograniczać, toteż fachowcy od zarządzania ryzykiem w mig zaczynają oferować swoje usługi doradcze tysiącom miast, miasteczek, przedsiębiorstw, jak również instytucji życia publicznego, nie wykluczając szpitali. Co prawda można byłoby tutaj rzec, że przecież wszyscy chętni do podpisywania kontraktów swapowych czynią to dobrowolnie i mają z pewnością z tego przynajmniej początkowo jakieś profity. Jest to oczywiście prawdą, jak i to, że dobrowolnie podejmują ten hazard nie wiedząc, czy stopy procentowe bądź inne wskaźniki mające wpływ na realizację kontraktów nie zmienią się za jakiś czas na ich jeszcze większą korzyść, bądź przeciwnie, na zgubę. Czego jednak nie wiedzą to to, że cały ten cyrk z rentownością przeróżnych obligacji czy stopami Libor jest z góry ustawiony i w większym czy mniejszym stopniu regulowany przez odpowiednie centra zawiadowcze, które całkowicie arbitralnie wybierają sobie wygrywających w tym hazardzie.

W końcu jednak cały szwindel wychodzi na jaw i zaraz po wybuchu skandalu Libor, Niemiecki Bank Federalny (niem. Deutsche Bundesbank, Buba) walnął pięścią w stół i zwrócił się do nadzorców finansowych (niem. Bundesanstalt für Finanzdienstleistungsaufsicht, BaFin) o zrobienie porządku w tym całym burdelu (niem. Deutsche Bordell, DB). Niedługo później BaFin przeprowadza serię nieplanowanych, niezapowiedzianych audytów, przeprowadzając naloty na biura DB celem rozeznania sytuacji i obecnej kondycji w jakiej znajduje się największy niemiecki bank. Z relacji osób znających sprawę nieco bliżej, funkcjonariusze niemieckiego nadzoru finansowego „haben in die Hose geschissen” (pol. „zesrali się w gacie” ) zapoznawszy się z całym spektrum działalności Deutsche Banku na polu instrumentów pochodnych jak również tego, w jaki sposób bank jest wykorzystywany celem prolongowania żywotności dolara US jako światowej waluty rezerw. Zrozumiałe jest zatem oburzenie niemieckich urzędników na działania DB, które w rzeczy samej kłócą się z ideą, wedle której niemiecki bank powinien być raczej orędownikiem interesów państwa niemieckiego, aniżeli jakiegokolwiek innego. W następstwie przeprowadzonych kontroli, DB otrzymuje nowe rozkazy, a w relacjach amerykańsko-niemieckich wybucha niewypowiedziana wojna, której przebłyski ujawniają się co jakiś czas. Niemieccy bankowcy natychmiast domagają się umożliwienia przeprowadzenia audytu niemieckich rezerw złota, które leżą sobie grzecznie i kurzą się w podziemnych skarbcach FRBNY, na co finansiści zza oceanu pokazują im gest Kozakiewicza. W podobnej optyce patrzeć można na wybuch skandalu z emisją spalin VW, z kolei z drugiej strony niemieccy przedsiębiorcy wypinają się na amerykańskie rozgrywki ze złowrogim Putinem i nie zważając na konsekwencje ruszają z produkcją silników VW w zgodnej kooperatywie z Rosjanami. W rzeczy samej takie ruchy nie powinny dziwić skoro przemysł niemiecki traci miliony przez jakieś widzimisię Departamentu Stanu US. Bez ogródek wypowiada się niemiecki MSZ (niem. AA) nawołujący do zakończenia hegemonii dolara US w rozrachunkach międzynarodowych. W końcu też pan Heiko Maas dopina swego, nie zważając na to, iż za takie myślozbrodnie skończyć można na szubienicy.

Odwrócenie się państwa niemieckiego od orwellowskiej Oceanii i zacieśnienie współpracy z Eurazją flirtującą ze Wschódazją jest historycznym wydarzeniem rangi zbyt dużej, żeby zaczynać tutaj kolejną dygresję. Wszak motywem przewodnim niniejszego wpisu w zamierzeniu miało być jedynie przedstawienie szerszego kontekstu działalności Deutsche Banku. W tym zatem miejscu zapowiemy, parafrazując nieco słynne anglosaskie powiedzonko, że temat ostatecznego rozwiązania kwestii Deutsche Banku (ang. the final solution to the Deutsche Bank problem, niem. die Endlösung der Deutschebankfrage) zostanie omówiony za czas jakiś. W międzyczasie natomiast, Autsajder chciałby przedstawić bankowi całkowicie nieodpłatnie projekt nowego logo, zgodnego z przyjętą przez PR-owców DB symboliką:

deutsche_bank_polska

 

I cytacik na zakończenie:

„They would never know. They would never be able to know how much money was taken out of that. Never, no way, no way. That’s the beauty of Bankers Trust.”

– z podsłuchanych rozmów pracowników Bankers Trust

 

* – WAR IS PEACE.
FREEDOM IS SLAVERY.
IGNORANCE IS STRENGTH.
DEBT IS MONEY.

** – a problemu amerykańskich obligacji skarbowych (niem. die Amerikanischstaatsschuldverschreibungfrage) nie obejrzawszy filmów Weekend at Bernie’s oraz Dr. Strangelove or: How I Learned to Stop Worrying and Love the Bomb.

 

Czytaj więcej:

(DB)

https://www.dialoginternational.com/dialog_international/2018/11/deutsche-banks-final-humiliation.html

https://larouchepac.com/20160715/helga-larouche-herrhausen-solution-deutschebank-stop-war

Click to access 27-30_4522.pdf

(Herrhausen)

Click to access eirv19n28-19920717_036-was_herrhausen_killed_by_western.pdf

Click to access 28-30_4335.pdf

nytimes.com/1989/12/01/world/head-of-top-west-german-bank-is-killed-in-bombing-by-terrorists.html?pagewanted=all

(varia)

http://drdawgsblawg.ca/2013/08/a-final-solution-of-our-indian-problem.shtml

https://newsmaven.io/indiancountrytoday/archive/hitler-said-to-have-been-inspired-by-us-indian-reservation-system-V3MQ5A4QjU2GDXxTL980_w/

George Orwell – Nineteen Eighty-Four

 

 

 

 

 

3 myśli na temat “Deutsche Gang Bank. Część 2. – Dollar, Dollar über alles

  1. Bardzo męczacy tekst. Retoryka taka, że można pomyśleć że pisał to sam S. Michalkiewicz, gdyby oczywiście nie anglojęzyczne zwroty i gdzieniegdzie nawiązania do źródeł. Jakieś wnioski? Autor odkrył, że tam gdzie duże pieniądze tam dużo oszustów oraz że gospodarka rynkowa składa się z nieustającego ciągu kryzysów wywołanych przez chciwość i spiski „starszych mądrzejszych”. Kto to konkretnie jest, tego już najwyraźniej boi się sprecyzować, co by noga się nie wykrwawiła alboco. CDF-y nie są też kontraktami dwustronnymi i nie mają zabezpieczeń, no bo tak się akurat autorowi uwidziało. Tak w ogóle, to stoi to już 120 lat na glinianych nogach i kwestią paru lat jest kolejny, ale już ostateczny upadek. Wtedy autor osiągnie coś w rodzaju nirvany, ale tego też do końca nie wiadomo, bo ogólnie każdy niby wszystko widzi, wszystko układa sie w jedną wielką układankę, ale nadal dużo spraw jest jeszcze niejasnych.

    1. Blog NIE jest kursem wielowiekowej historii rynków finansowych, a każdy oddzielny wpis NIE stanowi kompletnego wykładu, ani też NIE jest rozprawką o ustalonej budowie „wstęp, rozwinięcie, zakończenie/wnioski” . Tym samym autor nie zamierza czynić tu wykładni całej zoologii kontraktów finansowych. Dość powiedzieć, że akurat w tym wpisie nawet się nie zająknął o CFD-ach, CDS-ach, a tym bardziej „CDF”-ach. Niemniej jednak miło widzieć, że są również i inni, którzy dostrzegają ruinę obecnego systemu i pełna zgoda co do tego, że mnóstwo spraw nadal pozostaje niejasnych.
      Jasne jest tylko jedno: nirvanę autor osiąga zupełnie innymi metodami, niż się Czytelnikowi tutaj wydaje.

      Z najlepszymi pozdrowieniami dla pana Michalkiewicza.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s