GetIn, GetBack, GetBust, GetOut

Dzisiejszy wpis Autsajder chciałby na drodze wyjątku poświęcić wiadomym wydarzeniom z polskiego podwórka. Nie ma jednak zamiaru nadto się rozpisywać, jako że temat został już opisany w niezliczonych artykułach prasowych, choć jak mogłoby się wydawać, chyba wciąż nie do końca dogłębnie.

Nie będzie to jednak opowieść o początkach działalności pana Lecha Białeckiego, który to zaraz po uzyskaniu pełnoletności uwikłany został bez swojej wiedzy i zgody we współpracę z SB, otrzymując pseudonim EmesT, z kolei dwa lata później pod pseudonimem TEmes rozgrywał sobie znanymi sposobami wywiad PRL (w tym miejscu Autsajder chciałby podkreślić jak bardzo rzeczony bohater już od samego początku wykazywał upodobanie do różnego rodzaju anagramów, by nie powiedzieć drobnych przekręcików). Ma się jednak rozumieć, że pan Białecki na nikogo „nie donosił i nie sporządzał notatek”, co najwyżej rozpoznawał rynek już na długo przed transformacją ustrojową, w czasie której najlepiej rozeznani w sytuacji zawsze potrafili wygrać w grze w trzy kubki. Nie o tym jednak tutaj. Grzebanie w życiorysach jest po pierwsze niegrzeczne, a przede wszystkim nudne. Dzisiejszy wpis natomiast będzie niczym innym jak luźną, wyssaną z palca, wyimaginowaną opowiastką instruktażową, obrazującą sposób w jaki robi się prawdziwe interesy.

Wyobraźmy sobie zatem na początek,  że stoimy na szczycie, może nie tyle piramidy finansowej, co wielkiego gmachu, będącego budowanym przez lata imperium finansowym w postaci gigantycznego hodlingu, przed nazwą którego uginają się kolana istot ze sfer wyższych i pod którego ciężarem uginają się istoty ze sfer niższych. Nazwijmy je roboczo Grypą Getout Hodling, która to grypa zrzesza wiele prominentnych podmiotów, jak przykładowo wielkie kasy zapomogowo-pożyczkowe Getout Nobel Bank, czy iDea/Lew’y Bank, czy w końcu lidera wśród spółek komorniczych GetBust. Nie będziemy jednak wymyślać tutaj modeli biznesowych poszczególnych spółek. Przypuśćmy jedynie, że lata sprzyjającej koniunktury pozwoliły nam owocnie wykorzystywać bajecznie prosty carry trade dla stóp procentowych polskiej złotówki i franka szwajcarskiego, dzięki czemu z czasem nasz Getout Nobel Bank powziął gigantyczną ekspozycję udzielając wszelkiego rodzaju kredytów walutowych, z których przez lata czerpał spore zyski. Ów bankowy model 3-6-3 funkcjonować może z powodzeniem, o ile tylko na długie lata mamy zapewnioną stabilność kursu CHF/PLN. Od czasu do czasu jednak zdarzają się sytuacje, których „nie sposób przewidzieć”:

chf pln

Skokowa zmiana kursu walut natychmiastowo prowadzi do skokowej zmiany ciśnienia krwi bankowca, wszak fundament zbudowanej piramidki siłą rzeczy doznać musiał niemałego wstrząsu. Widząc coś takiego w pierwszym odruchu dwa razy zadajemy sobie pytanie: „ile?”. Pierwsze „ile”: ile tracimy? Wytrawny bankowiec nie potrzebuje speców od tworzenia zaawansowanych modeli matematycznych, by przed oczami stanął mu łańcuszek: waluta poleciała o 1/3, a zatem raty rosną o 1/3, a zatem tonący w długach kredytobiorcy statystycznie nie spłacą 1/3 kredytów, to nawet jeśli portfel tylko w 1/3 był oparty o kredyty walutowe, 10-krotny lewar, z którym udzielaliśmy pożyczek powoduje wyczyszczenie całego kapitału. No i drugie „ile”: ile czasu nam zostało? Tego oczywiście nie wie nikt, ale póki co koniecznie musimy podjąć jakieś stanowcze działania, by możliwie szybko ograniczyć straty, a nuż uda się nam z tego wylizać.

Na czym stoimy? W księgach same toksyczne hipoteki, od których trzeba będzie robić monstrualne odpisy. To one są powodem naszych problemów, więc czym prędzej musimy się ich pozbyć. Tylko jak? Sekurytyzacja może być problematyczna, bo nikt kto nie jest dostatecznie zjarany nie da nam ratingu na takie śmieci. Nagle do głowy przychodzi nam błyskotliwa iDea: zaraz zaraz, mamy tutaj coś, dzięki czemu nie tylko uprzątniemy całą tę stajnię Augiasza, ale może jeszcze na tym porządnie zarobimy!

Chwytamy ołówek w rękę i zaczynamy szkicować plan operacji finansowej, jakiej ten kraj jeszcze nie widział:

  • bierzemy w obroty naszą spółkę komorniczą GetBust, która od lat skupuje wierzytelności, ma więc w tym zakresie spore doświadczenie;
  • wpakowujemy w nią najbardziej radioaktywne toksykalia, jakie tylko uda nam się wygrzebać z ksiąg banków, które należą do naszego hodlingu;
  • inwestujemy parędziesiąt małych baniek, by trochę rozruszać ten cyrk, wszak musimy potworzyć księgi rachunkowe, które będą wykazywały gigantyczne profity z działalności, musimy powstawiać jakichś frajerów do zarządu i trzymać ich przez parę lat w miejscu z sowitymi premiami, tak aby spółka nabrała wiarygodności, musimy pozatrudniać sekretarki i ładnie je ubrać, musimy pootwierać nowe biura, rozkręcić kampanię reklamową, poprzekupywać analityków domów maklerskich, etc., etc…

To całe pudrowanie i szminkowanie oczywiście kosztuje, ale to są jedynie drobne koszty, które w naszych oczach są zwykłą inwestycją, bo pozwolą nam zgarnąć prawdziwą kupę forsy przy okazji kulminacyjnego momentu, kiedy w odpowiednim momencie WYPUŚCIMY CAŁY TEN SZAJS NA GIEŁDĘ!

Wpierw jednak musimy oficjalnie się wycofać z naszej komorniczej spółki, chociaż tak naprawdę koniecznym jest zachowanie nad nią pełnej kontroli, tak aby to całe szambo nie eksplodowało przedwcześnie, bo zamiast pieniędzy będziemy wąchać co innego. W międzyczasie natomiast możemy kręcić małymi sumami, rolujemy portfele, pożyczamy „na koniczynkę”, wypłacamy monstrualne procenty za obligacje dla zaprzyjaźnionych inwestorów i całe mnóstwo najprzeróżniejszych krętactw, choć najlepsze dopiero przed nami.

Inicjujemy cyrk z oficjalną separacją z naszym pieczołowicie przygotowywanym GetBustem. Pewnego pięknego wiosennego dnia wszystkie akcje spółki GetBust, stanowiące całość kapitału zakładowego, przechodzą w ręce spółki Ernest (o kapitale zakładowym wynoszącym w przybliżeniu wartość dobrej whisky), która to już w następnym miesiącu przepoczwarza się w DUCK sp. z oo. Po roku dokonujemy połączenia spółki DUCK sp. z oo. ze spółką DUCK Hodlings z siedzibą w Hadze. W końcu oferta publiczna zostaje przyklepana i rozlega się dźwięk dzwonka rozpoczynającego nowy dzień na parkiecie! Emitujemy pewną ilość akcji, jednocześnie wyprzedając taką samą ich ilość, która do tej pory była w posiadaniu DUCK Hodlings. Tym samym przy okazji oferty publicznej naiwni frajerzy, którzy myślą, że znają się na interesach, stają się dawcami kilkuset świeżych baniek, z których połowa przeznaczona zostaje na bieżące potrzeby funkcjonowania spółki GetBust, z kolei drugą połowę Ernest inkasuje sobie do kieszonki, co jak na dłoni widzi każdy Czytelnik, który raz jeszcze prześledzi sobie koleje losów naszej spółki. Akcje spółek to jednak standardowo show dla niewtajemniczonych, prawdziwą kasę robi się dopiero na papierach dłużnych! Tym samym zalewamy rynek niespotykaną wcześniej ilością obligacji naszej spółki GetBust i zgarniamy prawdziwe miliardy! Wszyscy pożal się Boże inwestorzy kupują każdą ich ilość, bo w końcu przez lata nalewano im w te tępe łby, że GetBust nie ma sobie równych. Z kolei ochłapy, które pozostaną, sprzedamy za pośrednictwem banków należących do naszego hodlingu wszystkim tym, którzy zainwestują w nie choćby nawet bez swojej wiedzy i zgody. Chcieli się wzbogacić, to wepchniemy im to bogactwo do gardła. A przy okazji nasi brokerzy dostaną jeszcze sowite prowizje, a co! Jak szaleć to na całego!

Interes kręci się pełną parą, skupujemy wciąż wierzytelności z naszych banków słono za nie przepłacając, kapitałowe nadwyżki zgarniamy naszym kumplom, za które bierzemy z ich funduszy śmieciowe aktywa, wszak z góry przeznaczyliśmy GetBust na straty i wcale tego nie kryliśmy. Nawet nie mamy zamiaru preparować sprawozdania za 2017Q4, a wszyscy frajerzy jeszcze długie miesiące na nie czekają, myśląc naiwnie, że napiszemy tam o zyskach, kiedy właśnie ich „inwestycje” płyną szerokimi strumieniami w zupełnie innym kierunku. Wszyscy balują w najlepsze, my natomiast w międzyczasie spółkę DUCK Hodlings przepoczwarzyliśmy w DUCK Hodlings S.r.a.ł. lokując ją tym samym w Luksemburgu, której właścicielem jest z kolei ulokowana na wyspie Jersey spółka DUCK P.L. Jak widzimy, wiele musi się zmienić, żeby wszystko zostało po staremu, bo wciąż kontrolujemy 60% akcji i głosów spółki GetBust, a że prawo wysepki zapewnia anonimowość właścicielom, to naszemu kaczorkowi Ernestowi mogą teraz skoczyć. Nasze aktywa i ciężko zarobione pieniądze są już dobrze schronione, wszak w naszych bankach niech pieniądze trzymają inni, a nie my sami!

W razie jednak, gdyby po jakimś czasie zaczęły wytykać nas palce szukające winnych całego zamieszania, to wybielimy się we krwi czyściusieńkiego jak łza kozła ofiarnego, wszak na tego Musztardowskiego haki zawsze się znajdą. W ostateczności natomiast rząd nie zaryzykuje destabilizacji systemu, wszak jesteśmy too-big-to-jail!

 

Cała ta opowiastka to jednak tylko czcza gadanina i wymysły, które nie mają zapewne nic wspólnego z rzeczywistością*. Wszelkie natomiast możliwe podobieństwa nazw ze znanymi markami są ze wszech miar niezamierzone i zwyczajnie przypadkowe.

 

No tak, Autsajder rozpisał się o jakichś niestworzonych rzeczach, a zapomniał skupić się na realiach. Niniejszym zrobi to, choć tak trochę po łebkach.

Strzałką zaznaczono kolejno moment oferty publicznej GBK, moment zawieszenia notowań GBK i/lub moment publikacji artykułu GW (w niektórych przypadkach użyto skali logarytmicznej by wyraźniej zaznaczyć dynamikę spadków):

gbustgnbideaghaltusmswopen finquerc

W każdym przypadku jasno widać, że publikacja niusów GW to była już musztarda po smakowitym obiedzie.

bnd getbust

Na ten moment warto również przejrzeć sobie we własnym zakresie wszystkie transakcje sekurytyzacyjne, które wyszły spod parasola GTN, by zorientować się kto jeszcze mógł wystawić się na kolejne setki mln, o czym póki co nikt jeszcze nie informuje. Widząc natomiast spadki cen akcji banków rzędu -90% w ciągu roku i obligacje korporacyjne GNB (których to monstrualnych ilości jakoś wciąż nikt nie dostrzega) w obrocie po cenie 40, 50, 60 gr za złotówkę, a do tego rating niższy niż GBK, w momencie kiedy obniżono go po zawieszeniu notowań, Autsajder myśli sobie tylko jedno: get out.

 

I cytacik na zakończenie:

„Żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne!”

– klasyk

 

* – w rzeczy samej, zdolności pojmowania Autsajdera są tak ułomne, że nawet tego, co napisał w tym zdaniu nie jest do końca pewien.

 

Czytaj więcej:

Click to access Raport-Nartowskiego-Getback-i-corporate-governance.pdf

http://niezalezna.pl/25140-tw-ernest-w-grze-rzeczpospolita

Click to access Komunikat_KNF_w_sprawie_GetBack_SA.pdf

http://www.krs-online.com.pl/msig-4884-375049.html

Click to access getback-prospekt-emisyjny-akcji.pdf

https://www.igpw.pl/komunikaty/raport/Getin-Noble-Bank/23536

https://strefainwestorow.pl/artykuly/20160122/kredyty-we-franku-szwajcarskim-historia-prawdziwa

http://pink-panther.szkolanawigatorow.pl/getback-wyspa-jersey-i-oboz-wolnosci-czyli-komornik-jako-dobro-narodowe

https://businessinsider.com.pl/finanse/getback-historia-afery-o-ryzyku-pisalismy-juz-rok-temu/gvqbnht

https://businessinsider.com.pl/gielda/wiadomosci/getback-historia-upadku-spolki-windykacyjnej/139tt1k

https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/getback-gdzie-sie-podzialy-pieniadze/3zjm8g5

https://businessinsider.com.pl/finanse/fundusze/altus-i-rockbridge-kontrowersyjna-transakcja/kzzqw9d

https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/afera-gruntowa-w-getin-noble-banku/yh2m8pf

(Autsajder nie brzydzi się cytować konkurencji, nawet tej, która przygotowuje artykuły we współpracy z bankami, na które sama później utyskuje)

12 myśli na temat “GetIn, GetBack, GetBust, GetOut

  1. Ajajaj! Wszystko by się pięknie zgadzało w tym teatrzyku ale… brakuje jeszcze kilku kukiełek. A kogóż to, kogóż???
    Lech Białecki pakuje najlepsze swoje toksykalia wprost w trzewia GetBust (czyżby? To teza, przypuszczenie, skecz, humoreska?). Lecz na to co w trzewiach ląduje są publiczne informacje. I zazdrość się budzi u tych którzy nie właścicielami są swych banków a a tylko dyrektorstwem. Na słabej pensji ale za to… z „succes fee”. I tu myśl u dyrektorstwa: „upchnijmy i nasze toksykalia, wszak i dyrektorstwo skarbowych banków na lepszy bilans roczny zasługuje”. I tak w drugiej połowie 2017 GetBust z czystej dobroci na 700 mln zakupionego dziadostwa aż 80% bierze od pomniejszych trzech graczy:Ahoybanku, SKOsa i SKAbepa… Bilans roczny cycuś i „succes fee” w kieszonce.

    1. zgadzam się z Tobą musiał być układ z tymi bankami bo kto kupiłby za frico 2 razy drożej niż wycena portfela ale zoroprotura nic w tej sprawie nie zrobi swoich nieruszą

  2. Ostatnio zlapano pschofans sharks. taka bande kiboli.
    Zrobili napad zbrojny na producenta nielegalnych papierosow.
    Tu jest podobnie. Tak, wiemy od lat ze Bialecki jest niefajny.
    Tylko zamiast zrobic z tym porzadek, Psychofans i Sharks go napadli zbrojnie.

    I tu jest duzo wiekszy problem.

  3. No to czekamy z niecierpliwością na równie sprytne i trochę dłuższe story o IDM i powiązaniach z KNF a nawet GPW („ślepe portfele”)

  4. A za chwil kilka kurz opadnie i wszyscy zapomną o tragedii na rzecz wygranych. Tudzież ci wygrani będą sobie spokojnie żyli za kasę wyssaną od ludu. END

  5. Jacek Ziobro – Franek Kimono
    ============================


    A o poranku w Getinbanku
    Będę brał Cię, w każdym kształcie
    Moja kasioro, poprze Cie sporo
    Bo Franek zna się, na kasie
    You man, aha

    Szarpnąć kasiorę hu
    To moja praca ha
    Życie ni sobie hu
    Kimono wraca ha
    Czaicie jak? hu
    Idziecie w piach ha
    Czas na króla więc Kimono is back

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s